czyli best of coś-tam ;-) - zupełnie z innej mańki ;)
Pawcio - Śro Sty 21, 2009 1:43 pm Temat postu: zupełnie z innej mańki ;) jakos tam nie mogłem sie powstrzymać )
Dorastaliście w latach szescdziesiątych,
siedymdziesiątych lub osiemdziesiątych...???
Jak, do cholery, udało się wam przeżyć???!!!
Samochody nie miały
pasów bezpieczeństwa,
ani zagłówków,
no i żadnych airbagów!!!
Na tylnym siedzeniu było wesoło,
a nie niebezpiecznie
Łóżeczka i zabawki były kolorowe
i z pewnością polakierowane
lakierami ołowiowymi
lub innym śmiertelnie groźnym gównem
Niebezpieczne były puszki,
drzwi samochodów.
Butelki od lekarstw i środków czyszczących
nie były zabezpieczone.
Można było jeździć na rowerze bez kasku.
A ci, którzy mieszkali
w pobliżu szosy na wzgórzu
ustanawiali na rowerach rekordy prędkości,
stwierdzając w połowie drogi,
że rower z hamulcem
był dla starych chyba za drogi...
.... Ale po nabraniu pewnej wprawy
i kilku wypadkach...
panowaliśmy i nad tym (przeważnie)!
Szkoła trwała do południa,
a obiad jadło się w domu.
Niektórzy nie byli dobrzy w budzie
i czasami musieli powtarzać rok.
Nikogo nie wysyłano do psychologa.
Nikt nie był hiperaktywny
ani dysklektykiem.
Po prostu powtarzał rok
i to była jego szansa.
Wodę piło się z węża ogrodowego
lub innych źródeł,
a nie za sterylnych butelek PET
Wcinaliśmy słodycze i pączki,
piliśmy oranżadę z prawdziwym cukrem
i nie mieliśmy problemów z nadwagą,
bo ciągle byliśmy na dworze i byliśmy aktywni
Piliśmy całą paczką oranżadę z jednej butli
i nikt z tego powodu nie umarł.
Nie mieliśmy Playstations,
Nintendo 64, X-Boxes,
gier wideo, 99 kanałów w TV,
DVD i wideo, Dolby Surround,
komórek, komputerów ani chatroom’ów w Internecie...
... lecz przyjaciół !
Mogliśmy wpadać do kolegów
pieszo lub na rowerze,
zapukać i zabrać ich na podwórko
lub bawić się u nich,
nie zastanawiając się, czy to wypada.
Można się było bawić do upojenia,
pod warunkiem powrotu do domu przed nocą.
Nie było komórek...
I nikt nie wiedział gdzie jesteśmy i co robimy!!!
Nieprawdopodobne!!!
Tam na zewnątrz, w tym okrutnym świecie!!!
Całkiem bez opieki!
Jak to było możliwe?
Graliśmy w piłę na jedną bramę,
a jeśli kogoś nie wybrano do drużyny,
to się wypłakał i już.
Nie był to koniec świata ani trauma.
Mieliśmy poobcierane kolana i łokcie,
złamane kości, czasem wybite zęby,
ale nigdy, NIGDY,
nie podawano nikogo z tego powodu do sądu!
NIKT nie był winien, tylko MY SAMI!
Nie baliśmy się
deszczu, śniegu ani mrozu.
Nikt nie miał alergii
na kurz, trawę ani na krowie mleko.
Mieliśmy wolność i wolny czas,
klęski, sukcesy i zadania.
I uczyliśmy się dawać sobie radę!
Pytanie za 100 punktów brzmi:
Jak udało się nam przeżyć???
A przede wszystkim:
Jak mogliśmy rozwijać naszą osobowość???
Też jesteś z tej generacji?
Jeśli tak, wyślij tego maila
do twoich rówieśników.
(Ale nie musisz, nic się nie stanie jak go olejesz [chytry] )
Niech sobie przypomną, jak było.
A inni niech zobaczą jak było…
Pewnie,
można powiedzieć,
że żyliśmy w nudzie, ale...…kuswa,
przecież byliśmy szczęśliwi !!!
powermac - Śro Sty 21, 2009 1:53 pm
Pawcio super, poplułem laptoka
mik_us - Śro Sty 21, 2009 4:22 pm
dobrze że nie na odwrót...
windham hell - Śro Sty 21, 2009 5:25 pm
Tak było
Mistu - Śro Sty 21, 2009 6:22 pm
.......i już nie bedzie
maro - Śro Sty 21, 2009 8:13 pm
pamiętam te dobre czasy, telewizji nie było i paru innych uprzykrzaczy. Bez uprzedzenia można było wpaść do znajomych, wszyscy dla wszystkich mieli czas, a teraz wpadam w panikę jak zapomnę zabrać komórki.
pozdrawiam
Lubich - Śro Sty 21, 2009 9:31 pm
Witam
Tak było A pamiętacie prawdziwe zimy ( 2-3 metrowe zaspy ) i lata ( 30-35 w cieniu )?
Wodę mineralną z saturatora ? A 5 zł z rybakiem, za którą kupić można było worek pudrowych miętusów? A Vistulę ? A dumny przemarsz przez miasto z wywalczoną przed chwilą w heroicznym boju pętlą papieru toaletowego ? A kawę Arabicę co prawdziwej Arabiki nawet z nazwy nie przypominała ? A wyroby czekoladopodobne ?
Po kilkunastu latach znalazłem paczkę "Klubowych" z kartkowych zakupów Nie możecie sobie tego wyobrazić, jakie świństwo się kiedyś paliło. Parę fajek ubyło z paczki, ale resztą mogę się podzielić - dacie dzieciom do konsumpcji - niech zobaczą jak rodzice mieli ciężko w życiu
A jak ten wątek poczyta ktoś z IPNu, to mamy jak w banku proces lustracyjny i etykietkę "komucha" na "dzień dobry"
maro - Śro Sty 21, 2009 9:41 pm
whisky nie było
pozdrawiam
Wiktor - Czw Sty 22, 2009 11:05 am
była była, tyle że nie u nas - czekała cierpliwie w Szkocji a pijemy ją dzisiaj, ostatni łącznik z tamtą epoką...
smutna refleksja się nasuwa, bo chociaż każda generacja wspomina młodość jako okres swego rodzaju prosperity czy raju utraconego, mam nieodparte wrażenie że to właśnie nas dotknął faktyczny a nienotowany jeszcze w podobnych rozmiarach upadek w wielu dziedzinach (co whisky też w jakiejś mierze dotyczy, choć z autopsji nie potwierdzę), najgorzej że dna dalej nie widać
Pawcio - Czw Sty 22, 2009 12:33 pm
Wiktor a jak patrzę na synów którzy bez kompa i komóry są nieszczęśliwi , na te programy w MTV które ich kręcą , na zanik kumplowania , wspólnych zabaw na boju, a pogadać to tylko przez GG potrafią.
O czytaniu książek to nawet nie wspomne , dobrze że te moje gamonie choć w tym sporcie sie realizuja bo rówieśnicy to szkoda gadać ,za to na playstation mistrzowie we wszystkich konkurencjach;)).
W TV chłam i chała , oglądać da się tylko kilka pozycji.
Dzieci neostrady szkoda mi ich.
[ Dodano: Czw Sty 22, 2009 11:37 am ]
Lubich, a wczasy pod namiotem na Mazurach , nawet nie u chłopa tylko na polanie , za darmo , i raki w jeziorze i podchody z dzieciakami z okolicy , nikt nawet nie pomyślał o TV że o kompie nie wspomnę , albo ferie gdzie sie budowało bunkry ze śniegu , nie było "zimy w mieście " a jak cieć wylał na boisku ślizgawke to 2 m-ce było zabawy )
[ Dodano: Czw Sty 22, 2009 11:41 am ]
a nie zauważyliście że łycha z tamtych lat jest jakaś taka fajniejsza od tych co teraz robia weżmy taki Kilchoman toć shit to straszny a taka Port Ellen z 74 , pychotka )
powermac - Czw Sty 22, 2009 12:52 pm
Ja jeszcze pamiętam, jak bunkry kopałem z kumplami przy płocie albo na hałdzie, jak się chodziło na wykopki jesienią za parę złotych i reklamówkę kartofli i jak na lekcji wychowawczej chodziło się na długie spacery i Pani fajnie opowiadała nad źródełkiem o różnych rzeczach. Na szczęście coś mi z tego dziciństwa zostało, bo dalej nie mam TV, czytam książki i jak ostatnio pojechałem do Mołdawii, to moja Pani spała w samochodzie a ja na glebie przez całe 2 tygodnie, i nic mi nie było.
windham hell - Czw Sty 22, 2009 1:48 pm
albo jak się w piłke grało kilka godzin i po powrocie do domu nie było siły żeby buty ściągnąć a nogi były brudne po kolana ,
albo na cudze jabłka i czereśnie -najwięcej było zabawy jak właściciel przychodził przeganiać , zresztą wszystko było jakoś bardziej "zarośnięte" teraz na każdej działce nowa chałupa ,a w tych krzkach to się niekiedy działo -było co ogladać
ukaszu - Czw Sty 22, 2009 6:50 pm
a czy w Waszych czasach młodości mogliście sobie pozwolic na single malt ? bo ja mam teraz swoje lata młodości i mogę sobie na nią pozwolić, na podróże. Pojechalibyście do Szkocji zwiedzać destylarnie ?
Dla każdego lata młodości były piękne i zawsze miło się do nich wraca, zmieniają się jednak czasy - jakby nie było
nie trzeba być bardzo rozgarniętym by widzieć że za rowój cywilizacyjny/technologiczny płacimy oromną cenę
piszesz Pawcio że dzieci neostrady - sam im na to przyzwalasz. nie mam telewizora, nie mam samochodu, nie mam playstation ba nigdy nie grałem i jestem młody i szczęśliwy.
jestem od Was młodszy o minimum 10 alt a też kopałem bunkry, całe dnie z wirtualnym karabinem po podwórku itp itd
trzeba chyba też troszkę chcieć
Lubich - Czw Sty 22, 2009 10:15 pm
| ukaszu napisał/a: | | a czy w Waszych czasach młodości mogliście sobie pozwolic na single malt ? bo ja mam teraz swoje lata młodości i mogę sobie na nią pozwolić, na podróże. Pojechalibyście do Szkocji zwiedzać destylarnie ? |
Destylarnię to ja nie raz miałem w kuchni rodziców Fakt, że nie wychodziło z tego ustrojstwa nic podobnego do single malt, ale swój czarodziejski urok miało. Ja nazwałbym to swego rodzaju rękodziełem, jak kiedyś wyroby "Cepelii"
oscarez - Pią Sty 23, 2009 7:52 am
Wlasnie pare dni temu rozmawialismy na ten temat z moja pania... patrze na moje dzieci ktore siedza calymi dniami w domu i pisza smsy z kolezankami i zal mi ich.
Ja biegalem po podworku do nocy, czesto nie bylo czasu na obiad wpasc, telefon nie kazdy mial, a zastepowalo go skutecznie wolanie przed oknem. Mialem cala bande kolegow, komputer dostalem, owszem w osmej klasie, a najlepiej sie bawilem jak sie zepsul
Gralo sie w noge, kosza bawilo sie w podchody, chowanego "10 patykow" i nikt sie nie bal ze jak wyjde z domu sam to mnie od razu zamorduja. Nikt mnie nie wozil samochodem na urodziny do kolegi. Jak pojechalismy na sylwestra na wies do znajomych to na drugi dzien wracalismy 15 km piechota bo nic nie jezdzilo.
Dzis jak im opowiadam o zabawach typu "portfel na żyłce" albo mniej wybrednych jej wersjach to maja wielkie oczy.
I tak jak wy wspominam "niczyje" sady i podworka zarosniete chaszczami, starymi drzewami ktore juz powycinali, na wpol zrujnowane chalupy w ktorych najlepsza byla zabawa.
W zimie nikt nie marzyl o nartach w alpach. wylewalo sie wezem wode na gorke i jezdzilo na wszystkim co bylo pod reka. a jak nic nie bylo to na tylku albo butach. Najlepsze byly do tego "narciarki". zimne to bylo ze... ale podeszwa gladka jak szklo
i z jakiegos takiego twardego plastiku
Teraz wszystko zadbane, przystrzyzone, wyciete, ogrodzone, rowne...
Dlatego jezdze na wczasy do bulgarii bo tam jeszcze znajdzie sie troche tej "byle jakosci" ktorej brakuje z dziecinstwa.
|
|
|