UWAGA! Obecna zawartość serwisu jest testowa - strona jest w trakcie tworzenia.
09.06.2026 Tuesday 06:58 
2010.03.06

Przygotowanie i przeprowadzenie ocennej sesji degustacyjnej (1)

Zapewne wielu z Was od razu zada sobie następujące pytanie: czy szczegółowe wskazówki, jak to urządzić sesję według wydumanych „prawideł”, są komukolwiek do czegoś potrzebne? Wszyscy znamy przecież podstawowe zagadnienia i wymogi: nie jeść i nie palić przed ani w trakcie, nalać drama, zakręcić nim, whisky powąchać, posmakować, ocenić, odczekać, dodać wody, czynności powtórzyć...
Oczywiście, nie mówimy tutaj o „jakiejkolwiek” sesji degustacyjnej. Dobrą whisky równie przyjemnie pije się przecież zarówno w sposób zaplanowany i uporządkowany, jak też radosny i spontaniczny. Beztroski.
Istnieją jednak tacy dziwacy (wśród nich niżej podpisany), którzy - niekiedy - lubią uprzykrzyć sobie całą powyżej opisaną freestylową przyjemność picia dodatkową celebracją, magicznym acz uporządkowanym obrządkiem, słowem – w miarę obiektywnym przeanalizowaniem, czy wręcz obrazoburczym ocenieniem (!) whisky. Niekiedy staje się to przyjemnym i dającym sporo satysfakcji – lecz, niemalże, obowiązkiem... Cóż, temat na zupełnie inne rozważania.

Tymczasem skupmy się na tym, co zrobić, by nasze niefrasobliwe popijanie whisky stało się czymś w rodzaju „sesji prawdy” – próbą znalezienia odpowiedzi na pytanie, czy whisky (zwykle) smakuje nam, bo jest dobra, czy może smakuje nam, bo... no właśnie!


Diabeł tkwi w szczegółach

Wiadomym jest, że whisky – dokładnie ta sama whisky – smakuje inaczej, kiedy pita jest w różnych okolicznościach, z różnych kieliszków, w towarzystwie innych whisky – słowem, w jakikolwiek „inny” sposób. Ponieważ najprawdopodobniej nie dysponujemy sterylnym laboratorium badawczym, pozostaje nam zwrócić szczególną uwagę na szereg istotnych czynników, które mogą zakłócić postrzeganie whisky jako takiej. Wskazówki, wg których warto spróbować możliwie ujednolicić kryteria oraz warunki, są następujące:
* nie sugerujemy się ani nazwą na etykiecie, ani wiekiem danej whisky, ani „znienawidzonym” regionem etc. – wcale nie musi być tak, że whisky stare zawsze są wyborne, zaś młode paskudne; jak również praktyka wskazuje, że „wypadki przy pracy” zdarzają się zarówno w destylarniach uznawanych powszechnie za wybitne, jak i zdarzają się renomowanym bottlerom. Poza tym fakt, iż nie dane nam było spróbować choćby pijalnej, dajmy na to, wersji Loch Lomond, nie musi koniecznie znaczyć, że takowa nie istnieje;
* degustujemy przy możliwie zbliżonych warunkach zewnętrznych (rzecz jasna skrajności typu plener, balkon, pomieszczenie dogrzane na 25+ st. C, woda kolońska na twarzy, płonący kominek itp. odpadają - bezwzględnie);
* co do zasady, używamy tego samego typu kieliszka degustacyjnego do wszystkich ocenianych edycji whisky (to nie próba wykrzesania z whisky „wszystkiego co możliwe”, a próba zobiektywizowania jej rzeczywistej wartości w naszych oczach) – w wyjątkowych sytuacjach, będąc pewnym różniących szkło niuansów, można odstąpić od tej zasady;
* dbajmy o odpowiednią temperaturę wody (i oczywiście, samej whisky) oraz postarajmy się używać zawsze jednego jej rodzaju (jeżeli decydujemy się na rozcieńczanie);
* degustujemy albo całkiem sami, albo nie dzielimy się naszymi wrażeniami z „towarzystwem” - dopóki każdy z nas nie zakończy sporządzania notatki;
* nie siadajmy do oceniania whisky, jeśli rano czeka nas ważne zebranie, wyjazd, egzaminy dziecka, właśnie rzuciła nas dziewczyna (albo my ją) itp. – stres, czy choćby podświadome napięcie, nie sprzyja ani trafnym, ani zobiektywizowanym ocenom.


Pierwsza whisky wieczoru

Ważne jest, aby sesji ocennej nie zaczynać od whisky-zagadki, o której nic nie wiemy - czyli de facto takiej, której nigdy nie mieliśmy w ustach. Powody są dwojakie. Po pierwsze, wstępne łyki whisky najczęściej stanowią „przetarcie” dla kubków smakowych, a z wrażeń, które ewentualnie sobie odnotujemy, niewiele nam później przyjdzie. Po drugie (i znacznie ważniejsze), najlepiej, jeżeli pierwsza whisky stanowić będzie dla pozostałych swoisty wzorzec, punkt odniesienia na skali, podług której przyjdzie nam potem przyznawać trofea. Powinna być więc to whisky, którą w łatwy sposób na owej skali możemy umiejscowić, „whisky – wyrocznia”, na którą możemy w sposób niekonfliktowy i względnie prosty „zorientować” wszelkie inne. Czyli, najczęściej whisky na naszej skali okupująca sam środek. Warto dobrze zastanowić się nad jej wyborem, ponieważ bywa, iż pierwsze skojarzenia jakie przychodzą nam do głowy, bywają mocno zwodnicze. Pytanie pomocnicze, które może okazać się niezwykle użyteczne, brzmi: czy potrafię wskazać równie wiele whisky, które oceniłbym niżej, jak tych, które oceniłbym wyżej od tej wybranej?
Prawidłowy wybór wzorca, stanowi połowę sukcesu w adekwatnej ocenie whisky!


Dobór i kolejność

Kiedy pierwszego, „rozpędowego” drama wieczoru mamy już za sobą, należy roztropnie zadecydować co, i w jakiej kolejności będziemy degustowali. Zasady generalne są trzy:
* jeżeli nie mamy w planach rozcieńczania, degustujemy whisky o mniejszej zawartości alkoholu, przed mocniejszymi – zasadniczo, poruszamy się od 40% cały czas „w górę”;
* jeżeli czekają nas zmagania z whisky szczególnie mocno zatorfionymi, najsłuszniej będzie pozostawić je na końcową fazę degustacji (taką, dajmy na to, Caol Ila w wersji cask strength, która jest w stanie zrujnować nasze obiektywne postrzeganie „konkurencji” na całą pozostałą część wieczoru) - i uwaga: przed tą zasadą wcześniejsza winna ustąpić;
* jeżeli mamy taką możliwość, szeregując kolejność do degustacji, działajmy raczej na zasadzie kontrastu niż podobieństw (degustacje stricte porównawcze zostaną wspomniane na końcu tego tekstu) - zazwyczaj łatwiej będzie nam scharakteryzować daną whisky bazując na różnicach dzielących ją od innych, niż na łączących ją z nimi cechach wspólnych.

Oczywiście, ustalając kolejność whisky, musimy brać pod uwagę wiarygodne wiadomości, które wcześniej uzyskaliśmy o pretendentkach, jak też naszą ogólną wiedzę o destylarniach i regionach. Ciekawe efekty daje zwłaszcza naprzemienne testowanie whisky pochodzących z beczek różnego typu, choć bezpośrednie skonfrontowanie np. dwóch wersji whisky z pierwszy raz napełnionych beczek po sherry, bywa niezwykle pouczające.





Sporządzanie opisów i rola precyzyjnej werbalizacji wrażeń

Kiedy już ustalimy kolejność, zaczynamy zabawę. Póki co, nie wymyślono niczego lepszego niż tradycyjny podział notki na dane samej whisky, wrażenia organoleptyczne, podsumowanie, wreszcie punktację. Dobrze jest zwracać baczną uwagę na kompleksowość (w praktyce stanowi o niej ilość skojarzeń, które dana whisky w nas wywołuje), zmienność - to, czy doznania ulegają wzbogaceniu, czy tylko przeistoczeniu w inne, czy poszczególne elementy w zapachu bądź w smaku współgrają ze sobą i uzupełniają się (radziłbym unikać przywiązywania nadmiernej wagi do faktu występowania „wspólnoty” zapachu i palety smakowej, lepiej analizować wrażenia w ich obrębie z osobna – istnieje mnóstwo świetnych whisky, w których aromat i smak kroczą zupełnie osobno). Dla ułatwienia, możemy zacząć od opisu hasłowego, któremu potem nadamy bardziej literacką formę. Nie bójmy się „dziwnych” określeń. I tak, nawet zwykły „węgiel”, każdemu czytającemu notkę będzie kojarzył się inaczej. Najważniejszym pozostaje, abyśmy my sami, czytając własnoręcznie sporządzony opis po kilku latach, byli w stanie maksymalnie wiernie przywołać w swojej pamięci odniesione wrażenia.

Jak degustować? Od strony czysto technicznej, unikajmy zbyt oszczędnego, jak i zbyt łapczywego, szybkiego popijania. Dajmy whisky – i sobie – dużo „miejsca” i czasu. Po co się spieszyć? Pamiętajmy (choć może nie dosłownie) o regule - ile lat, tyle minut w kieliszku przed posmakowaniem. Poznajmy także możliwości własnego nosa. Nie każdy przecież będzie odczuwał aromat whisky równie precyzyjnie po pochyleniu kieliszka pod „regulaminowym” kątem 45 stopni. Jeżeli musimy niemal wodzić nosem po jej powierzchni – nie ma wstydu, zróbmy to!
Zwracajmy uwagę na finisz i nie przechodźmy do kolejnego drama zbyt prędko. Nie lekceważmy whisky subtelnych. Niekiedy prawdziwe „cuda” zaczynają się dziać po dobrych kilkunastu minutach...

Nie wykreślajmy niczego z dokonanego opisu whisky. Bywa, że pierwsze skojarzenia po dłuższej chwili wydadzą się nam kompletnie niewłaściwe. Pozostawmy je! To również należy do magii whisky. Uzupełnijmy je o opis tego, jak bardzo ewoluowała w kieliszku. Wydatnie wzbogaci to naszą notkę.

I nade wszystko – bądźmy krytyczni! Tutaj nikt nas nie zruga i nie nazwie amatorami, nikt nie będzie ciosał nam na głowie kołków, jaką to doskonałą whisky ośmieliliśmy się skrytykować. Jest tylko nasze gardło, nasze preferencje, nasze wymagania – oraz produkt, po którym mamy prawo oczekiwać wiele. Nie tylko z uwagi na jego cenę, w gruncie rzeczy właśnie z uwagi na to, że za jego powstaniem stoją bardzo konkretni, nieliczni ludzie, a za jego klasę odpowiadają bardzo konkretne czynniki i działania. Choćby kunszt Master Distillera, sprawność załogi, stan urządzeń w destylarni, wykonanie i dobór beczek, sposób ich przechowywania. Doceniajmy dbałość i trud, jeśli efekt końcowy będzie udowadniał, że wysiłek był skierowany na zaoferowanie nam produktu o możliwie wysokim poziomie. Jeśli zaś tego nie udowodni, nadal mamy pełne prawo do wyrażenia własnej opinii. Choćby przez szacunek dla tych, dzięki których staraniom możemy cieszyć się z faktycznie najlepszych, poruszających bottlingów.
Oceniając whisky odrzućmy zatem wrodzoną wyrozumiałość i nadmierną delikatność. Bądźmy surowi, lecz przede wszystkim sprawiedliwi, uczciwi wobec samych siebie i innych - w naszym opisie oraz ocenie. Być może ktoś przeczyta naszą notkę i pod jej wpływem dokona wyboru swojej kolejnej whisky...

[cdn.]


PWJ


R E K L A M A