2014.08.07

Teletubisiowo spotyka Shire… w Speyside
Dwa dni temu ujawniono plany budowy nowej destylarni i Visitor Centre w Macallan. Inwestycja kosztować będzie 100 milionów funtów, a jej efekty mają być oszałamiające. W gruncie rzeczy, wiemy niewiele więcej. Oficjalne informacje dostępne z biura Macallan w Easter Elchies są tak rzeczowe, jak produkowana przez nich whisky jest smaczna – cała strona zachwytów nad tym, jaka nowa destylarnia będzie piękna, jak nowoczesna, i jak przywiązana do tradycji. Że bez wątpienia będzie najgorętszym przedsięwzięciem w świecie whisky. Że wykonawcami będą firmy lokalne, w tym za stronę techniczną odpowiadać będzie Forsyths of Rothes, że dzięki temu pojawią się miejsca pracy na lokalnym rynku. A także, że otwarcie nowej destylarni przewidziano na wiosnę 2017. I zamieszczono komputerową wizualizację (poniżej).

Oficjalne źródła milczą na temat tego, czego tak naprawdę mamy oczekiwać. Nie wiemy czy budowa nowej destylarni oznacza faktyczne wzniesienie osobnego zakładu tuż obok istniejącego dotąd, czy też przeniesienie kadzi i alembików do nowego budynku. Nie wiemy czy nowa destylarnia będzie większa niż stara, jaka będzie jej wydajność produkcyjna. Czy przewidziano sytuację, w której przez jakiś czas (a może na stałe?) funkcjonować będą obok siebie dwie destylarnie – stara i nowa. A jeśli tak, to czy będą one wytwarzały whisky o różnych charakterze (np. jedna z nich bardziej torfowa), podobnie jak miało to miejsce w przypadku Brory i Clynelish. I tak dalej.
Sądząc jednak tylko po skali finansowej przedsięwzięcia, wygląda na to, że obok Famous Grouse Experience i Dewar’s World of Whiskies, wyrośnie nam wkrótce kolejna, nowa atrakcja turystyczna związana z whisky szkocką. Na pewno nie będą narzekać na brak chętnych do odwiedzenia tego kompleksu. Posiadłość Easter Elchies, na terenie której znajduje się destylarnia Macallan, położona jest malowniczo w dolinie rzeki Spey, w atrakcyjnym turystycznie miejscu, tuż obok drogi A95. Oznacza to, że autokary z turystami spragnionymi wiedzy na temat szkockiej whisky nie będą już musiały – jak dotychczas – zbaczać z trasy i kluczyć drugorzędną A941, by zobaczyć Glenfiddich w Dufftown.
Czas pokaże czy to dobrze, czy źle, jednak to i owo wiem na temat oficjalnego makalanowego „przywiązania do tradycji i starych metod produkcji”, „bezkompromisowości w podejściu do jakości i luksusu”, czy „dbałości o szczegóły”. Po raz pierwszy zwiedzałem destylarnię w roku 2000. Opowiadano mi tam wówczas m.in. o „sześciu filarach wiedzy” Macallan, z których jeden odnosił się do używania tylko i wyłącznie najwyższej jakości beczek po sherry. W tym samym czasie, w znajdującym się nieopodal magazynie już od paru lat dojrzewała whisky w beczkach po bourbonie. Przywiązanie do tradycji i starych metod produkcji pokazali wkrótce, wyrzucając na bruk zespół kiperów odpowiedzialnych za profil aromatyczno-smakowy Macallan. Na efekty nie trzeba było długo czekać – z „Rolls Royce’a w świecie whisky” Macallan dość szybko stoczyła się co najmniej do trzeciego szeregu whisky co najwyżej przeciętnych. Byłem w Macallan jeszcze wielokrotnie, jednak przez całe lata nie udawało mi się wejść na zwiedzanie – a to akurat za pół godziny zamykali, a to wszystkie przewidziane na dany dzień grupy były już pełne, a to znowu tego dnia akurat nie było zwiedzania. Bo nie. Na nic zdawały się prośby, sugestie, że tylko rzucę okiem na alembiki, że chociaż szybki obchód destylarni, bez zbędnego ględzenia. W większości szanujących się destylarni to zwykle pomagało i przynajmniej cokolwiek można było zobaczyć. Nie w Macallan (gwoli ścisłości, podobna sytuacja zwykle miała miejsce w destylarniach należących do Diageo – Oban, Dalwhinnie, Cragganmore). Gdy parę lat temu zapytałem w mailu, czy będę mógł zrobić kilka zdjęć na potrzeby publikacji, otrzymałem odpowiedź, w której mowa była o konieczności wykupienia milionowej (tak, milionowej, w funtach!) polisy ubezpieczeniowej i złożenia w depozyt sprzętu fotograficznego na trzy tygodnie wcześniej, w celu sprawdzenia go przez ich specjalistów od BHP. Naturalnie, zrezygnowałem. Kiedy wreszcie udało mi się – z tygodniowym wyprzedzeniem – umówić siebie i całą grupę na kolejne zwiedzanie w ubiegłym roku, byłem pod ogromnym wrażeniem tego, jak przygotowano destylarnię do zwiedzania przez turystów. Żadna inna destylarnia w Szkocji nie ma takich atrakcji – i tych fajerwerkowych, zaprojektowanych by zrobić wrażenie na przypadkowym turyście, i tych rzeczowych, autentycznie ułatwiających zrozumienie procesów mających miejsce podczas produkcji whisky.
Znamiennym jest, że na przestrzeni ostatnich dwóch dekad, w Macallan zainwestowano spore pieniądze w obydwie dziedziny – w zwiększenie potencjału produkcyjnego oraz w atrakcyjność turystyczną miejsca – i w obydwu przypadkach efekt jest dokładnie odwrotny od zamierzonego – whisky coraz mniej nadaje się do picia, a turyści traktowani są per noga. Przypuszczać więc można, że skoro planuje się tak ogromną inwestycję w jedno i drugie, to wkrótce już Macallan stanie się czymś w rodzaju gabinetu figur woskowych Madame Tussauds w Londynie – spotkać będzie tam można Lady Gagę, Pabla Picassę i Nelsona Mandelę świata whisky, ale ani nikt nam nie zaśpiewa, ani nie namaluje, a i pogadać nie będzie z kim. Za to odstoimy swoje w ogromnej kolejce po bilety, które kosztować będą tyle, co lot na księżyc, a do domu wrócimy z naręczem pamiątek. O radości smakowania whisky już nikt nawet nie będzie wspominał.
[R.M.]
Ilustracja pochodzi z materiałów prasowych Macallan.

Teletubisiowo spotyka Shire… w Speyside
Dwa dni temu ujawniono plany budowy nowej destylarni i Visitor Centre w Macallan. Inwestycja kosztować będzie 100 milionów funtów, a jej efekty mają być oszałamiające. W gruncie rzeczy, wiemy niewiele więcej. Oficjalne informacje dostępne z biura Macallan w Easter Elchies są tak rzeczowe, jak produkowana przez nich whisky jest smaczna – cała strona zachwytów nad tym, jaka nowa destylarnia będzie piękna, jak nowoczesna, i jak przywiązana do tradycji. Że bez wątpienia będzie najgorętszym przedsięwzięciem w świecie whisky. Że wykonawcami będą firmy lokalne, w tym za stronę techniczną odpowiadać będzie Forsyths of Rothes, że dzięki temu pojawią się miejsca pracy na lokalnym rynku. A także, że otwarcie nowej destylarni przewidziano na wiosnę 2017. I zamieszczono komputerową wizualizację (poniżej).

Oficjalne źródła milczą na temat tego, czego tak naprawdę mamy oczekiwać. Nie wiemy czy budowa nowej destylarni oznacza faktyczne wzniesienie osobnego zakładu tuż obok istniejącego dotąd, czy też przeniesienie kadzi i alembików do nowego budynku. Nie wiemy czy nowa destylarnia będzie większa niż stara, jaka będzie jej wydajność produkcyjna. Czy przewidziano sytuację, w której przez jakiś czas (a może na stałe?) funkcjonować będą obok siebie dwie destylarnie – stara i nowa. A jeśli tak, to czy będą one wytwarzały whisky o różnych charakterze (np. jedna z nich bardziej torfowa), podobnie jak miało to miejsce w przypadku Brory i Clynelish. I tak dalej.
Sądząc jednak tylko po skali finansowej przedsięwzięcia, wygląda na to, że obok Famous Grouse Experience i Dewar’s World of Whiskies, wyrośnie nam wkrótce kolejna, nowa atrakcja turystyczna związana z whisky szkocką. Na pewno nie będą narzekać na brak chętnych do odwiedzenia tego kompleksu. Posiadłość Easter Elchies, na terenie której znajduje się destylarnia Macallan, położona jest malowniczo w dolinie rzeki Spey, w atrakcyjnym turystycznie miejscu, tuż obok drogi A95. Oznacza to, że autokary z turystami spragnionymi wiedzy na temat szkockiej whisky nie będą już musiały – jak dotychczas – zbaczać z trasy i kluczyć drugorzędną A941, by zobaczyć Glenfiddich w Dufftown.
Czas pokaże czy to dobrze, czy źle, jednak to i owo wiem na temat oficjalnego makalanowego „przywiązania do tradycji i starych metod produkcji”, „bezkompromisowości w podejściu do jakości i luksusu”, czy „dbałości o szczegóły”. Po raz pierwszy zwiedzałem destylarnię w roku 2000. Opowiadano mi tam wówczas m.in. o „sześciu filarach wiedzy” Macallan, z których jeden odnosił się do używania tylko i wyłącznie najwyższej jakości beczek po sherry. W tym samym czasie, w znajdującym się nieopodal magazynie już od paru lat dojrzewała whisky w beczkach po bourbonie. Przywiązanie do tradycji i starych metod produkcji pokazali wkrótce, wyrzucając na bruk zespół kiperów odpowiedzialnych za profil aromatyczno-smakowy Macallan. Na efekty nie trzeba było długo czekać – z „Rolls Royce’a w świecie whisky” Macallan dość szybko stoczyła się co najmniej do trzeciego szeregu whisky co najwyżej przeciętnych. Byłem w Macallan jeszcze wielokrotnie, jednak przez całe lata nie udawało mi się wejść na zwiedzanie – a to akurat za pół godziny zamykali, a to wszystkie przewidziane na dany dzień grupy były już pełne, a to znowu tego dnia akurat nie było zwiedzania. Bo nie. Na nic zdawały się prośby, sugestie, że tylko rzucę okiem na alembiki, że chociaż szybki obchód destylarni, bez zbędnego ględzenia. W większości szanujących się destylarni to zwykle pomagało i przynajmniej cokolwiek można było zobaczyć. Nie w Macallan (gwoli ścisłości, podobna sytuacja zwykle miała miejsce w destylarniach należących do Diageo – Oban, Dalwhinnie, Cragganmore). Gdy parę lat temu zapytałem w mailu, czy będę mógł zrobić kilka zdjęć na potrzeby publikacji, otrzymałem odpowiedź, w której mowa była o konieczności wykupienia milionowej (tak, milionowej, w funtach!) polisy ubezpieczeniowej i złożenia w depozyt sprzętu fotograficznego na trzy tygodnie wcześniej, w celu sprawdzenia go przez ich specjalistów od BHP. Naturalnie, zrezygnowałem. Kiedy wreszcie udało mi się – z tygodniowym wyprzedzeniem – umówić siebie i całą grupę na kolejne zwiedzanie w ubiegłym roku, byłem pod ogromnym wrażeniem tego, jak przygotowano destylarnię do zwiedzania przez turystów. Żadna inna destylarnia w Szkocji nie ma takich atrakcji – i tych fajerwerkowych, zaprojektowanych by zrobić wrażenie na przypadkowym turyście, i tych rzeczowych, autentycznie ułatwiających zrozumienie procesów mających miejsce podczas produkcji whisky.
Znamiennym jest, że na przestrzeni ostatnich dwóch dekad, w Macallan zainwestowano spore pieniądze w obydwie dziedziny – w zwiększenie potencjału produkcyjnego oraz w atrakcyjność turystyczną miejsca – i w obydwu przypadkach efekt jest dokładnie odwrotny od zamierzonego – whisky coraz mniej nadaje się do picia, a turyści traktowani są per noga. Przypuszczać więc można, że skoro planuje się tak ogromną inwestycję w jedno i drugie, to wkrótce już Macallan stanie się czymś w rodzaju gabinetu figur woskowych Madame Tussauds w Londynie – spotkać będzie tam można Lady Gagę, Pabla Picassę i Nelsona Mandelę świata whisky, ale ani nikt nam nie zaśpiewa, ani nie namaluje, a i pogadać nie będzie z kim. Za to odstoimy swoje w ogromnej kolejce po bilety, które kosztować będą tyle, co lot na księżyc, a do domu wrócimy z naręczem pamiątek. O radości smakowania whisky już nikt nawet nie będzie wspominał.
[R.M.]
Ilustracja pochodzi z materiałów prasowych Macallan.
R E K L A M A


