2014.11.04

Warsaw Whisky Fest 2014 - edycja pierwsza. Wrażenia redakcji portalu BOW.pl (cz. 2)
PWJ: We wstępie przewodnika po targach, który został mi wręczony dopiero na miejscu (wraz z porządnym, personalizowanym kieliszkiem oraz „biletem” na imprezę) - co poczytuję za duży błąd, te drukowane informacje powinny trafić do rąk odwiedzających wcześniej, najlepiej pocztą, bezpośrednio po zakupie wejściówki! - znalazłem następujące słowa organizatora: „(...) kolekcja WWF udowodni, że whisky to podróż zachwycająca, obfitująca w nowe zakątki i nieodkryte wyspy. Wierzę, że doskonale odnajdą się w niej pasjonaci i kolekcjonerzy”. No to jak w końcu było z tymi pasjonatami?... Odnaleźliśmy się, czy nie? Odkryliśmy jakąś Atlantydę, albo chociaż wyspę Wolin?
R: Wolin. Tylko mniejszy. Nie wiem czy planowano jakies specjalne rzeczy dla „pasjonatow i kolekcjonerow”, ktore nie wypalily, czy tez moze nie znajdujemy sie w tej kategorii w rozumieniu organizatorow. Bylo „coś”. Na miare odkrywania wyspy Wolin wlasnie. Wedlug mnie jesli pasjonaci, a nawet kolekcjonerzy ;-) maja sie na tej imprezie odnajdowac „doskonale” musza pojawic sie stoiska z wieksza iloscia whisky bardzo rzadkich (tzw. rarities) oraz zdecydowanie wiecej mozliwosci degustowania whisky single cask. Obecnie te slowa sa jednak na wyrost.
PWJ: Bogiem a prawdą - wszystkie edycje whisky z pojedynczych beczek, dostępne na WWF, zmieściłyby się na jednym porządnym stoisku typowego festiwalu w Niemczech, Holandii, czy Austrii. A przecież wybór czyni okazję. Widok kilku, maksymalnie kilkunastu butelek przeznaczonych do tastingu na zdecydowanej większości standów nie napawał optymizmem... zwłaszcza, że w dużej części były to bottlingi mocno podstawowe. Ardbeg, Glenmorangie, Highland Park, Glenfarclas, Bowmore – tam nie mieliśmy czego szukać.
R: Skoro standardowo sa „mile zlego poczatki” to moze w tej akurat sprawie będą zle milego? Oby. Kazdy sie chyba zgodzi, ze wiecej whisky - wiecej satysfakcji ;-) I rumami sie nie opedza. Uczciwie przyznam - wierze, iz festiwalom z „tradycjami” i doswiadczeniem moze byc latwiej sciagnac wystawcow, pomijajac juz fakt, ze „rodzimi” kolekcjonerzy - w takich powiedzmy Niemczech - maja zapewne wiecej butelek (otwartych czy nie), niz nasi kolekcjonerzy polscy, ktorzy czysto teoretycznie mogliby na festiwalu cokolwiek zaoferowac. O wlasnie, puscmy wodze fantazji: jak uwazasz, kogo organizatorzy powinni koniecznie na kolejna edycje (chyba taka bedzie?) zaprosic i postarac się, aby sie tam znalazl? Kogo najbardziej brakowalo, a moglaby istniec szansa, ze zjawilby sie - odpowiednio zachecony?
PWJ: Obawiam się, że sukces frekwencyjny sprawi, że takie rozważania wydadzą się organizatorom czystą abstrakcją. Po co ulepszać coś, co za pierwszym razem udało się w ich (jak zakładam) mniemaniu doskonale?... Tym niemniej, oceniając z punktu widzenia osoby whiskowo trochę bardziej zaawansowanej: brakowało raczej butelek, niż firm, czy konkretnych marek. Tych było wg mnie dość. Gorzej, że generalnie oferta jaką prezentowano, wybór który zapewniono, nie dawały nam możliwości „pobuszowania” – spróbowania unikatów, staroci, a nawet tych trudniej dostępnych rynkowych nowości. Każdy, kto orientuje się w zasadach alokacji stocku whisky z miejsca pojął, że na WWF 2014 trafiły bottlingi po pierwsze niezwykle nieliczne (stanowiące skromny ułamek bieżącej selekcji poszczególnych bottlerów, niekoniecznie ten najciekawszy, czy choćby reprezentatywny), a po drugie w większości przypadkowe – „jakaś Port Ellen”, jakaś „40-letnia Springbank”, jakaś „starsza Bunnahabhain” itd. Hasła, hasła, hasła... Ewidentnie zabrakło osoby, która przekazałaby organiozatorom podstawową wiedzę na temat tego, co faktycznie uchodzi za rarytas wśród koneserów (o kolekcjonerach nie wspominając) – i co warto zorganizować jako targową „popisówkę”... Oraz jak powinna kształtować się aktualna cena takiego okazu. Cena zakupu owej butelki Port Ellen, którą oglądałem kilka dni przed WWF w zagranicznym sklepie, wynosząca w przybliżeniu jakieś 1200 euro, wywołuje obecnie wyłącznie uśmiech politowania na twarzach osób „ze środowiska”, a nie dreszcz ekscytacji. Podobnie, jak cena za jej drama w trakcie warszawskiej imprezy...
R: Ja sie obawiam, a nawet niemal pewny jestem, ze w niektorych osobach „ze srodowiska” wlasnie wysoka, zwlaszcza absurdalnie, cena, ten dreszcz ekscytacji wywoluje... No ale! Czy w takim razie myslisz, ze organizatorom polskich festiwali wobec duzej popularnosci juz na starcie rzeczywiscie grozi spoczecie na laurach? Ze uznaja, iz jest tak fajnie, ze lepiej byc nie musi? Czy czeka nas nuda? Powinnismy zalamac rece?... ;-)
PWJ: Prawdziwy harcerz nigdy się nie poddaje. Ze sztandarami pójdziemy w bój! A zatem, szanowne Panie i szanowni Panowie organizatorzy: jakkolwiek doskonałą imprezę uczyniliście, nam jej-ście nie uczynili!... Póki co. Uwierzcie proszę, że istnieje rosnąca grupa osób, tzw. whisky-freaków, która bardzo chętnie przybędzie do Was ponownie. I przybędzie liczniej. Nie po to jednak, aby pod pozorem eleganckiej imprezy solidnie popić sobie ze znajomymi, omalże lewitując ze szczęscia przy każdej kolejce dowolnego trunku, ani nie po to, aby pogrzać się w świetle fleszy i otrzeć o „taaakie marki”, ani nie po to, aby „zaprzyjaźniać się” z mało charyzmatycznymi wystawcami - ale po prostu po to, po co zasadniczo jeżdżą oni na podobne festiwale: po możliwość spróbowania odpowiednich whisky, odpowiednio dobranych i podanych w odpowiedniej (na ile to możliwe) atmosferze. Po whisky o wystarczająco wysokiej - i zasłużonej - renomie. Przybędą wtedy nie tylko apologeci marketingowych wydmuszek, nie tylko admiratorzy odrzutów z ważniejszych promocyjnie rynków, nie piewcy „overpriced hum-drums”... Spróbujcie, proszę, pomyśleć o takich osobach. A następnie, odpowiednie whisky zdefiniować - i zorganizować, co naprawdę nie jest trudne! Niech będzie ich przynajmniej pięć, może dziesięć. Na początek... Oj, chyba się zbytnio rozpędziłem ;-)
R: ... jeszcze dwie rzeczy ode mnie. Nie wydaje mi się, zeby na targach w Niemczech bylo stoisko, na którym nikt z obslugujacych nie mowilby po niemiecku. Jestem gotow sie zalozyc, ze na „Whisky Live” w Paryzu na stoiskach wystawiajacy sie beda mieli kogos, kto mowi po francusku. A w Londynie po angielsku ;-) Itd. Dla gosci festiwalu w Warszawie angielski sprzedawcow raczej nie stanowil problemu, ale pokazuje to, ze szeroko pojety tzw. „zachod” w duzej mierze traktuje nas jak Afryke – sa pieniadze do zrobienia, wiec przyjezdzaja z oferta, ale przeciez nie beda tlumacza dla tych Masajow wynajmowali: niech sie bambusy jezykow ucza!... ;-) I juz na zasadzie zupelnego czepiania sie, ale skoro wchodzimy w szczegoly i traktujemy uczestnikow/klientow powaznie... strona glowna WWF moglaby ulec jakiejs zmianie - skoro juz po festiwalu, a tam dalej „Warsaw Whisky Fest udowodni(...)”. Moze chodzi o kolejna edycje? Jesli tak, to przyjemnie byloby znalezc jakas jej zapowiedz (lub nawet sama date, w wersji minimum - jak na stronie np. Whisky Herbst), jednak wyglada na to, iz to pozostalosc po tej pierwszej... Rownie przyjemnie byloby przeczytac jakies podsumowanie, z punktu widzenia samych organizatorow. Chocby i nieskromne, czy sila rzeczy nie jakos skrajnie obiektywne, ale ja jestem autentycznie ciekaw, jak oni to widza?
PWJ: Biznes jak to biznes, musi się kręcić... Z całą pewnością odpowiednia pijarowa agencja zgrabny panegiryk wkrótce wysmaruje. Czy jednak wspomni o tym, że najszumniej zapowiadaną, premierową Kavalan „Distillery Reserve” z tzw. peated cask trzeba było wypraszać zza pazuchy eleganckiego Chińczyka?... Że Samaroli przywiozło (i zachwalało) właściwie sam single maltowy chłam? Że gazetowa, krzykliwa reklama Amruta pt. „World’s Best Single Malt Whisky” zamieszczona w targowym katalogu, na okazję w zamyśle profesjonalnej imprezy, to jedna wielka żenada?... Jakoś wątpię. Dlatego i czytelnikom, i samym organizatorom lepiej zrobi chyba lektura tekstów bardziej krytycznych, porównawczych, niż typowo lukrujących peanów... Za rok sam chętnie wystawię szczerą laurkę, o ile twórcy WWF ulepszą, co się da – a jest tego niemało. Zaczynając od zmiany lokalizacji (fakt posiadania sklepu „pod bokiem” wydaje się, owszem, istotny, ale czy powinien przesądzać o takim wyborze?), oprawy dźwiękowej, estetyki stoisk, postawienia większych wymagań wystawcom w aspekcie selekcji whisky, szybszego zapewnienia materiałów informacyjno-reklamowych gościom...
R: Blogoslawieni, ktorzy w to uwierzyli.... Ale zycze tego szczerze wszystkim – a zwlaszcza sobie ;-)
[red.]

Warsaw Whisky Fest 2014 - edycja pierwsza. Wrażenia redakcji portalu BOW.pl (cz. 2)
PWJ: We wstępie przewodnika po targach, który został mi wręczony dopiero na miejscu (wraz z porządnym, personalizowanym kieliszkiem oraz „biletem” na imprezę) - co poczytuję za duży błąd, te drukowane informacje powinny trafić do rąk odwiedzających wcześniej, najlepiej pocztą, bezpośrednio po zakupie wejściówki! - znalazłem następujące słowa organizatora: „(...) kolekcja WWF udowodni, że whisky to podróż zachwycająca, obfitująca w nowe zakątki i nieodkryte wyspy. Wierzę, że doskonale odnajdą się w niej pasjonaci i kolekcjonerzy”. No to jak w końcu było z tymi pasjonatami?... Odnaleźliśmy się, czy nie? Odkryliśmy jakąś Atlantydę, albo chociaż wyspę Wolin?
R: Wolin. Tylko mniejszy. Nie wiem czy planowano jakies specjalne rzeczy dla „pasjonatow i kolekcjonerow”, ktore nie wypalily, czy tez moze nie znajdujemy sie w tej kategorii w rozumieniu organizatorow. Bylo „coś”. Na miare odkrywania wyspy Wolin wlasnie. Wedlug mnie jesli pasjonaci, a nawet kolekcjonerzy ;-) maja sie na tej imprezie odnajdowac „doskonale” musza pojawic sie stoiska z wieksza iloscia whisky bardzo rzadkich (tzw. rarities) oraz zdecydowanie wiecej mozliwosci degustowania whisky single cask. Obecnie te slowa sa jednak na wyrost.
PWJ: Bogiem a prawdą - wszystkie edycje whisky z pojedynczych beczek, dostępne na WWF, zmieściłyby się na jednym porządnym stoisku typowego festiwalu w Niemczech, Holandii, czy Austrii. A przecież wybór czyni okazję. Widok kilku, maksymalnie kilkunastu butelek przeznaczonych do tastingu na zdecydowanej większości standów nie napawał optymizmem... zwłaszcza, że w dużej części były to bottlingi mocno podstawowe. Ardbeg, Glenmorangie, Highland Park, Glenfarclas, Bowmore – tam nie mieliśmy czego szukać.
R: Skoro standardowo sa „mile zlego poczatki” to moze w tej akurat sprawie będą zle milego? Oby. Kazdy sie chyba zgodzi, ze wiecej whisky - wiecej satysfakcji ;-) I rumami sie nie opedza. Uczciwie przyznam - wierze, iz festiwalom z „tradycjami” i doswiadczeniem moze byc latwiej sciagnac wystawcow, pomijajac juz fakt, ze „rodzimi” kolekcjonerzy - w takich powiedzmy Niemczech - maja zapewne wiecej butelek (otwartych czy nie), niz nasi kolekcjonerzy polscy, ktorzy czysto teoretycznie mogliby na festiwalu cokolwiek zaoferowac. O wlasnie, puscmy wodze fantazji: jak uwazasz, kogo organizatorzy powinni koniecznie na kolejna edycje (chyba taka bedzie?) zaprosic i postarac się, aby sie tam znalazl? Kogo najbardziej brakowalo, a moglaby istniec szansa, ze zjawilby sie - odpowiednio zachecony?
PWJ: Obawiam się, że sukces frekwencyjny sprawi, że takie rozważania wydadzą się organizatorom czystą abstrakcją. Po co ulepszać coś, co za pierwszym razem udało się w ich (jak zakładam) mniemaniu doskonale?... Tym niemniej, oceniając z punktu widzenia osoby whiskowo trochę bardziej zaawansowanej: brakowało raczej butelek, niż firm, czy konkretnych marek. Tych było wg mnie dość. Gorzej, że generalnie oferta jaką prezentowano, wybór który zapewniono, nie dawały nam możliwości „pobuszowania” – spróbowania unikatów, staroci, a nawet tych trudniej dostępnych rynkowych nowości. Każdy, kto orientuje się w zasadach alokacji stocku whisky z miejsca pojął, że na WWF 2014 trafiły bottlingi po pierwsze niezwykle nieliczne (stanowiące skromny ułamek bieżącej selekcji poszczególnych bottlerów, niekoniecznie ten najciekawszy, czy choćby reprezentatywny), a po drugie w większości przypadkowe – „jakaś Port Ellen”, jakaś „40-letnia Springbank”, jakaś „starsza Bunnahabhain” itd. Hasła, hasła, hasła... Ewidentnie zabrakło osoby, która przekazałaby organiozatorom podstawową wiedzę na temat tego, co faktycznie uchodzi za rarytas wśród koneserów (o kolekcjonerach nie wspominając) – i co warto zorganizować jako targową „popisówkę”... Oraz jak powinna kształtować się aktualna cena takiego okazu. Cena zakupu owej butelki Port Ellen, którą oglądałem kilka dni przed WWF w zagranicznym sklepie, wynosząca w przybliżeniu jakieś 1200 euro, wywołuje obecnie wyłącznie uśmiech politowania na twarzach osób „ze środowiska”, a nie dreszcz ekscytacji. Podobnie, jak cena za jej drama w trakcie warszawskiej imprezy...
R: Ja sie obawiam, a nawet niemal pewny jestem, ze w niektorych osobach „ze srodowiska” wlasnie wysoka, zwlaszcza absurdalnie, cena, ten dreszcz ekscytacji wywoluje... No ale! Czy w takim razie myslisz, ze organizatorom polskich festiwali wobec duzej popularnosci juz na starcie rzeczywiscie grozi spoczecie na laurach? Ze uznaja, iz jest tak fajnie, ze lepiej byc nie musi? Czy czeka nas nuda? Powinnismy zalamac rece?... ;-)
PWJ: Prawdziwy harcerz nigdy się nie poddaje. Ze sztandarami pójdziemy w bój! A zatem, szanowne Panie i szanowni Panowie organizatorzy: jakkolwiek doskonałą imprezę uczyniliście, nam jej-ście nie uczynili!... Póki co. Uwierzcie proszę, że istnieje rosnąca grupa osób, tzw. whisky-freaków, która bardzo chętnie przybędzie do Was ponownie. I przybędzie liczniej. Nie po to jednak, aby pod pozorem eleganckiej imprezy solidnie popić sobie ze znajomymi, omalże lewitując ze szczęscia przy każdej kolejce dowolnego trunku, ani nie po to, aby pogrzać się w świetle fleszy i otrzeć o „taaakie marki”, ani nie po to, aby „zaprzyjaźniać się” z mało charyzmatycznymi wystawcami - ale po prostu po to, po co zasadniczo jeżdżą oni na podobne festiwale: po możliwość spróbowania odpowiednich whisky, odpowiednio dobranych i podanych w odpowiedniej (na ile to możliwe) atmosferze. Po whisky o wystarczająco wysokiej - i zasłużonej - renomie. Przybędą wtedy nie tylko apologeci marketingowych wydmuszek, nie tylko admiratorzy odrzutów z ważniejszych promocyjnie rynków, nie piewcy „overpriced hum-drums”... Spróbujcie, proszę, pomyśleć o takich osobach. A następnie, odpowiednie whisky zdefiniować - i zorganizować, co naprawdę nie jest trudne! Niech będzie ich przynajmniej pięć, może dziesięć. Na początek... Oj, chyba się zbytnio rozpędziłem ;-)
R: ... jeszcze dwie rzeczy ode mnie. Nie wydaje mi się, zeby na targach w Niemczech bylo stoisko, na którym nikt z obslugujacych nie mowilby po niemiecku. Jestem gotow sie zalozyc, ze na „Whisky Live” w Paryzu na stoiskach wystawiajacy sie beda mieli kogos, kto mowi po francusku. A w Londynie po angielsku ;-) Itd. Dla gosci festiwalu w Warszawie angielski sprzedawcow raczej nie stanowil problemu, ale pokazuje to, ze szeroko pojety tzw. „zachod” w duzej mierze traktuje nas jak Afryke – sa pieniadze do zrobienia, wiec przyjezdzaja z oferta, ale przeciez nie beda tlumacza dla tych Masajow wynajmowali: niech sie bambusy jezykow ucza!... ;-) I juz na zasadzie zupelnego czepiania sie, ale skoro wchodzimy w szczegoly i traktujemy uczestnikow/klientow powaznie... strona glowna WWF moglaby ulec jakiejs zmianie - skoro juz po festiwalu, a tam dalej „Warsaw Whisky Fest udowodni(...)”. Moze chodzi o kolejna edycje? Jesli tak, to przyjemnie byloby znalezc jakas jej zapowiedz (lub nawet sama date, w wersji minimum - jak na stronie np. Whisky Herbst), jednak wyglada na to, iz to pozostalosc po tej pierwszej... Rownie przyjemnie byloby przeczytac jakies podsumowanie, z punktu widzenia samych organizatorow. Chocby i nieskromne, czy sila rzeczy nie jakos skrajnie obiektywne, ale ja jestem autentycznie ciekaw, jak oni to widza?
PWJ: Biznes jak to biznes, musi się kręcić... Z całą pewnością odpowiednia pijarowa agencja zgrabny panegiryk wkrótce wysmaruje. Czy jednak wspomni o tym, że najszumniej zapowiadaną, premierową Kavalan „Distillery Reserve” z tzw. peated cask trzeba było wypraszać zza pazuchy eleganckiego Chińczyka?... Że Samaroli przywiozło (i zachwalało) właściwie sam single maltowy chłam? Że gazetowa, krzykliwa reklama Amruta pt. „World’s Best Single Malt Whisky” zamieszczona w targowym katalogu, na okazję w zamyśle profesjonalnej imprezy, to jedna wielka żenada?... Jakoś wątpię. Dlatego i czytelnikom, i samym organizatorom lepiej zrobi chyba lektura tekstów bardziej krytycznych, porównawczych, niż typowo lukrujących peanów... Za rok sam chętnie wystawię szczerą laurkę, o ile twórcy WWF ulepszą, co się da – a jest tego niemało. Zaczynając od zmiany lokalizacji (fakt posiadania sklepu „pod bokiem” wydaje się, owszem, istotny, ale czy powinien przesądzać o takim wyborze?), oprawy dźwiękowej, estetyki stoisk, postawienia większych wymagań wystawcom w aspekcie selekcji whisky, szybszego zapewnienia materiałów informacyjno-reklamowych gościom...
R: Blogoslawieni, ktorzy w to uwierzyli.... Ale zycze tego szczerze wszystkim – a zwlaszcza sobie ;-)
[red.]
R E K L A M A


