UWAGA! Obecna zawartość serwisu jest testowa - strona jest w trakcie tworzenia.
19.04.2026 Sunday 22:11 
2015.03.05

Dwa razy po dwa razy

Czy poza inwestowaniem w rzadkie, kolekcjonerskie whisky da się jakoś zarobić na trwającym od dobrych paru lat boomie? No jasne, że tak. Wystarczy otworzyć destylarnię. Trzeba tylko wybrać odpowiednie miejsce, po czym nawet kasy wykładać nie trzeba, wystarczy sprzedać na pniu ekskluzywną, wyjątkową i limitowaną whisky, którą dopiero wyprodukujemy. I biznes się kręci.

Wbrew pozorom, najważniejsze pytanie, na które trzeba sobie odpowiedzieć, nie dotyczy wielkości alembików, materiału, z którego zbudujemy kadzie fermentacyjne, jakiego rodzaju słód będziemy używali, ani nawet jak bardzo go zatorfowimy (bo przecież zatorfowimy, to nie ulega kwestii). Najważniejsze – i najtrudniejsze – jest znalezienie odpowiedniej lokalizacji dla naszej inwestycji.

Wydaje się, że najbardziej logicznym wyborem jest Islay. Wszak wszystko, co ów piękny, nasz, polski prom* wywiezie z wyspy – czy to w cysternach, czy w beczkach, czy już w butelkach – na dzień dobry można opatrzyć ceną dwukrotnie wyższą od górnej granicy rozsądku, a chętni do zakupu ustawią się w kolejce. A w najlepszym razie zablokują serwer obsługujący naszą witrynę, prowadzącą sprzedaż online.

Wydaje się jednak również, że Islay nasyciła się już wytwórniami whisky. Już Kilchoman wydawała się tą jedną za dużo, a tu jeszcze Port Charlotte, teraz znowu Gartbreck. Nie, Islay już nie wytrzyma ani jednej destylarni więcej. Browar to i owszem. Zakład bednarski – jak najbardziej. Kolejną pracownię artystycznego podrabiania denek do beczek dla naiwniaków – proszę bardzo. Ale nie destylarnię.


Wizualizacja nowej destylarni na wyspie Raasay.

Jeśli nie Islay, to co? Z jednej strony, chciałoby się, by nowa destylarnia kosztowała nas jak najmniej. Niech będzie gdzieś, gdzie rozbudowana infrastruktura pozwoli na łatwe i tanie dostawy surowca i opału, najlepiej w otoczeniu żyznych pól obsiewanych jęczmieniem, gdzie przerwy w dostawie prądu nie będą problemem, gdzie nie trzeba będzie mydłem w płynie radzić sobie z nadmiarem piany w burzliwej fazie fermentacji. Dobrze byłoby, gdyby łagodny klimat sprzyjał jak najszybszemu dojrzewaniu – wszak dobrze by było, gdyby te nasze NASy jakoś tam jednak smakowały. Z drugiej strony – marzy się nam lokalizacja wśród dzikiej, nieokiełznanej szkockiej przyrody. Miejsce, które przecież wpłynie na charakter produkowanej przez nas whisky, które pozwoli nam na rozpisywanie się – na etykietach, stronach internetowych, materiałach reklamowych – na temat fal Atlantyku rozbijających się o ściany magazynu, krystalicznie czystej wody spływającej ze stoków najwyższych gór, a wykorzystywanej w procesie produkcji, czy najbardziej egzotycznych przedstawicieli lokalnej fauny, których wizerunkami opatrzymy etykiety coraz to bardziej limitowanych edycji naszego produktu.

Dziwnym trafem i kompletnym zbiegiem okoliczności, dwie firmy wpadły mniej więcej w tym samym czasie na dokładnie ten sam pomysł. Mianowicie, co zrobić, by zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko. Wystarczy przecież uruchomić dwie destylarnie – jedną na przykład w Lowlands, najlepiej gdzieś niedaleko Edynburga, bo przecież szacowni inwestorzy po transformacji w menadżerów destylarni nie będą gnili na zapadłej prowincji, z dala od wielkiego świata i rozrywek, jakie ów zapewnia. Drugą destylarnię dobrze byłoby ulokować gdzieś na wyspie. Gdzieś, gdzie fale oceanu, wydry morskie, foki, jelenie, rwące wody potoku… Ale tak, żeby dało się tam bez problemu dojechać. Gdyby znalazła się gdzieś wyspa o przyrodzie dzikiej i nieokiełznanej, na którą jednak da się dotrzeć mostem… Ależ jest! Jedziemy na Skye!


Wyspa Skye, widok ze Storr w stronę wyspy Raasay (zapewniam, że jest w kadrze). Sokole oko dostrzeże nawet sylwetkę autora artykułu.

Firma R & D Distillers zapowiada otwarcie destylarni w Walkerburn, nieco na południe od Edynburga. Drugie przedsięwzięcie dzielnych inwestorów znajdować się będzie na wyspie Raasay, u północno-wschodnich brzegów Skye. Mossburn Distillers obiecują otwarcie destylarni w pobliżu Jedburga, nieco na południe od Edynburga, a drugiej na Skye (destylarnia Torabhaig), na jej południowo-wschodnim wybrzeżu. Przewidziano nowoczesne, przestronne Visitor Centres, kawiarnie, a nawet luksusowe pokoje do wynajęcia na piętrze, tuż obok pomieszczeń produkcyjnych. A jaka będzie whisky? To się zobaczy co nam wyjdzie.


* MV Finlaggan, prom kursujący między Kennacraig, a Port Ellen/Askaig na Islay, wyprodukowany został w Polsce.

[R.M.]

R E K L A M A