UWAGA! Obecna zawartość serwisu jest testowa - strona jest w trakcie tworzenia.
19.04.2026 Sunday 20:06 
2015.05.13

The Whisky Fair Limburg 2015 – festiwalowe dylematy. Pozycja na trasie whiskowych wypraw na pewno obowiązkowa?


Ze względu na mocno problematyczny obraz tego, co zastaliśmy na targach whisky uznawanych i promowanych powszechnie jako „najlepsze” – nie tylko w Niemczech! – swoistą relację poświęconą tegorocznym targom whisky w Limburgu przygotowaliśmy w formie krótkiej diagnozy, zawierającej odpowiedzi na kilka pytań (względnie: tez), padających w naszych luźnych rozmowach, czy komentarzach pofestiwalowych.

Okazuje się bowiem, że rekomendacja wyjazdu na targi – spodziewana wobec najczęściej powtarzanego pytania „czy warto (znowu) tam pojechać?...” - wcale nie jest taka oczywista... Dlatego też, zanim spróbujemy udzielić czytelnikom BOW ostatecznej odpowiedzi, niezbędne będzie przekrojowe wyjaśnienie pewnych kwestii szczegółowych.

Żywimy nadzieję, że dzięki temu każdy sympatyk naszego portalu podejmie w pełni świadomą decyzję i nie będzie żałował ewentualnej wyprawy do Limburga za rok, a tenże rok wykorzysta jeszcze bardziej efektywnie – choćby w zakresie strategicznych zakupów whisky ;-)


Teza 1: „Limburg to przecież największe, a jednocześnie wzorcowe targi whisky na świecie”.
Takie postawienie sprawy to... całościowo, niestety, fałsz. Co do rekordowej frekwencji zgoda: tłumy, zwłaszcza w pierwszy dzień, są iście nieprawdopodobne, a liczba stoisk faktycznie pokaźna i górująca w tym punkcie nad konkurencją. Natomiast nawet najbardziej zainteresowani obecną, coraz bardziej masową formułą festiwalu – a więc sami wystawcy – przyznają, że pomimo bardzo korzystnego aspektu biznesowo-finansowego, poziom organizacji technicznej nie idzie z nim w parze. Uderza całkowity brak możliwości „dopchania się” wielu klientów do stoisk - wcale nie dlatego, że tyle osób akurat tam non-stop kupuje, a dlatego, że ze względu na wszechobecny tłum ludzie nie mają gdzie się spod tych stoisk przemieścić. Nie ma to nic wspólnego z nieuchronnością takiej sytuacji, spowodowaną globalnie powszechnym zainteresowaniem „z którym nic zrobić się nie da”, a ma za to wiele z nadmierną pazernością organizatorów. Ci, pomimo świadomości coraz większej liczby przybywających z całego świata whisky-freaków, oraz zupełnie naturalnych ograniczeń „pojemnościowych” obiektu, w dalszym ciągu aktywnie promują imprezę wśród osób bardzo przypadkowych - z najbliższej okolicy Limburga. Stoi to w sprzeczności z profilem samej imprezy, zdecydowanie przecież ukierunkowanym na osoby w temacie whisky lepiej „obyte” (o czym świadczy przewaga independent bottlers i spory udział drogich „rarities” w ofercie, stosunkowo niewiele taniej blended whisky oraz typowo „koncernowych” stoisk, a nawet brak muzyki uznawanej za bardziej popularną czy rozległej, biesiadnej części gastronomicznej). W efekcie obserwowaliśmy m.in. wycieczki rodzinne na targi whisky – wózki z dziećmi (!) na tego typu imprezie widzieliśmy po raz pierwszy... Sobota okazała się prawdziwym pandemonium. Z kolei niedziela przypomniała, jak wyglądało to w dawnych, „spokojniejszych” czasach. Można?... Można! Zwłaszcza, że i obecnie istnieją festiwale znacznie lepiej pod tym względem „zbalansowane”.

Stąd teza 2: „Limburg – impreza na wskroś wyjątkowa, nie mająca sobie równych w świecie whisky” dawniej niewątpliwie była prawdą, dziś natomiast konkurencja okazuje się mocno deptać liderowi po piętach. Nie chodzi oczywiście o ogólną skalę i tzw. formalny rozmach (zresztą nasz pater patris nadal nie stara się być efekciarski, nie epatuje krzykliwymi banerami, marketingowymi wodotryskami, konkursami dla barmanów itd. – chwała mu za to), czy o zbędną i źle kojarzoną „uniwersalność”. Mamy jednak wrażenie, iż w grupie targów skierowanych do zaawansowanych whiskopijów Limburg po prostu pomału zjada własny ogon, tracąc ogromnie dużo na swoim przeładowaniu, nieuchronnej komercjalizacji segmentu IB (te populistyczne rumy...), zupełnej utracie „prowincjonalnego” (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) charakteru, wreszcie – na wszechobecnym chaosie organizacyjnym, uwidaczniającym się choćby poprzez absurdalne problemy z właściwą wentylacją pomieszczeń. Wydaje się, że jeśli sytuacja za rok nie ulegnie zauważalnej poprawie, to tylko patrzeć, aż któryś z innych festiwali stanie się najbardziej pożądanym przez maniaków celem corocznych odwiedzin (kilka kandydatur już dziś się nasuwa).

Czy zatem teza 3: „Limburg jako idealna okazja dla początkujących na tzw. wejście w świat whisky” może okazać się prawdziwa, przy obecnym stanie rzeczy?...
Absolutnie nie, chyba że chodzi o osoby absolutnie zdeterminowane i nie zważające na dość istotne niedogodności, potrafiące za to odnaleźć przyjemność w degustacji subtelnych (i kosztownych) trunków „byle jak i byle gdzie”. Jeśli polecać komukolwiek inicjację single-maltową w trakcie tego akurat festiwalu, licząc na natychmiastowe i rzeczywiste „zauroczenie tematem”, warto mieć na względzie stopień jego wrodzonej wyrozumiałości wobec beznadziejnych warunków w ogóle: braku przestrzeni, duchoty, totalnego niedoboru siedzisk, nadmiaru hałasu itp. Jeśli naszemu kandydatowi nie przeszkadzałoby degustowanie sędziwego koniaku np. w wypełnionej szczelnie dworcowej poczekalni, ani zachwycanie się niuansami aromatu starej Port Ellen na koncercie takiego Behemota – to i Limburg go pod tym względem nie stłamsi, a do uroków whisky słodowej pewnie przekona ;-) Pozostałym zdecydowanie proponujemy, zamiast raczenia się „podstawkami” bądź bieżącą selekcją IB na stojąco, wśród energicznie gestykulujących, rozentuzjazmowanych Skandynawów, Francuzów, Brytyjczyków, Rosjan, Amerykanów, Polaków... ;-) i oczywiście zawsze rubasznych Niemców, zamówienie sobie takich samych whisky w niemal dowolnym sklepie wysyłkowym – to tańsze, prostsze i co najważniejsze: bardziej efektywne rozwiązanie.

Teza 4: „Limburg – idealna sposobność degustacji unikatów whisky”.
Prawda. Nadal prawda... W coraz mniejszym wyborze, w coraz wyższych cenach, ale w dalszym ciągu wybór rarytasów okazuje się kuszący nawet dla tak starych i zblazowanych, a przy tym targowo zaprawionych (co podkreślam) degustantów, jak redakcja portalu BOW ;-) Indywidualne, coraz mocniej zauważalne niedobory oferty poszczególnych wystawców nadrabia ich łączna liczba – stoisk oferujących (przeważnie) tzw. rarities naliczyliśmy około dziesięciu, co wprost przekłada się na możliwość skosztowania w sumie co najmniej kilkuset (może wręcz tysiąca?) wersji whisky, od dawna niedostępnych w normalnej sprzedaży sklepowej. Oczywiście nie wszystkie z nich są równie „unikalne”, jak też równie na owe skosztowanie zasługują – jednak przy odpowiednim doborze oraz przemyślanej selekcji (bo nie każda whisky warta jest swojej ceny, która dodatkowo potrafi różnić się o nawet 50%, w zależności od stoiska!) pozbycie się nadmiaru gotówki nie powinno stanowić dla nikogo specjalnego problemu ;-) Nawiasem mówiąc, rekordziści targowi osiągają na tym polu imponujące rezultaty – jeden z napotkanych „szaleńców” utrzymywał, że pierwszego dnia targów spróbował łącznie 58 rodzajów whisky, zaś w drugim „przez spadek formy” zastaliśmy go tuż przed zamknięciem trzeciej dziesiątki.... Szacunek! Jednak ze względu na ceny najciekawszych edycji (zawierających się w przedziale od 10 do ponad 100 euro za 2cl drama) sądzimy, że przeciętnemu gościowi budżet pozwoli na ograniczenie się do jednego dnia takich degustacyjnych ekscesów i spróbowania w sumie kilkunastu wybranych pozycji.

Teza 5: „Limburg – rynek w pigułce, czyli pełen przegląd i możliwość zakupu bieżącej oferty bottlerskiej”.
Zdecydowanie tak. W końcu obecna jest tam tradycyjnie niezwykle silna reprezentacja najważniejszych firm bottlerskich z Niemiec – nie darmo w tym środowisku od lat mówi się, że „w Limburgu po prostu trzeba się wystawiać”, uznając ten event za najlepszą okazję do promocji swojej aktualnej oferty. Jaka by ona nie była... ;-) Jest bowiem w tej beczce whisky łyżka Arrana. Limburskie targi powielają, a często eksponują w dwójnasób, wszystkie słabości dzisiejszego rynku whisky limitowanej: ogromny niedobór – w zasadzie niemal brak dostępu – do aktualnych bottlingów pochodzących z beczek po ciemnej sherry (jeśli są, to wyprzedane i wyłącznie „do spróbowania”), wtórność bieżących wypustów całej masy bottlerów (mnogość sąsiednich beczek z konkretnych destylarni, a zupełna absencja wypustów z innych), postępująca słabość bottlingu z beczek po tzw. modern sherry (również tej 1-st fillowej), kuriozalny wzrost cen, w szczególności na bardzo młode destylaty z Islay (destylacje głównie po roku 2004), czy też - szerzej ujmując – na najbardziej pożądane wypusty o torfowym charakterze. „Winnych” opisanych zjawisk nie wskazujemy, ale fakty pozostają faktami...
Na pocieszenie warto jednak podkreślić, że niemal wszyscy wystawcy przygotowują specjalne Preis-Angebote na własne (i nie tylko) releasy. Potencjalne oszczędności zakupowe dla klientów sięgają nawet 10% względem ceny standardowej. Opłaca się - po prostu.

Teza 6: „Limburg – jakże świetne miejsce na okazyjne zakupy „rarities”.
To już zależy wyłącznie od tego, jakimi możliwościami zakupowymi dysponujemy na co dzień i jak dokładna jest nasza orientacja w bieżącej ofercie sklepów, oraz rozmaitych portali aukcyjnych. Większość starych butelek, które oglądaliśmy na targowych stoiskach (a oglądaliśmy wiele, choć nie tak wiele, jak byśmy chcieli), była oferowana w cenach wyższych, niż w tradycyjnym obrocie „z drugiej ręki”. Wydaje się to oczywiste - podobnie jak wspomniane już powszechne, „festiwalowe” obniżki cen na wersje najbardziej pospolite. Wielu targowych gości (czyli spodziewanych klientów) tradycyjnie nie decyduje się na zakupy wysyłkowe – bojąc się „kupowania kota w worku”, czy też ważąc ryzyko transportowe w odniesieniu do drogich, a delikatnych butelek, których w razie nieszczęśliwego „wypadku” zastąpić się, ot tak, nie da. Poza tym, kiedyś trzeba przecież wydać tę ciążącą gotówkę, chowaną przez cały rok przed nadmiernie troskliwą małżonką ;-) Nadto, część klienteli po prostu możliwości bezcłowego zakupu wysyłkowego w ogóle nie posiada – stąd zostają niejako „zmuszeni” do zakupów podczas targów, w okrojonym wyborze oraz wyższych cenach... I robią to, często hurtowo, często wiedzeni irracjonalną potrzebą „nie wyjechania z pustymi rękami”. Dlatego też zdecydowanie rekomendujemy wszystkim poważnie zainteresowanym whiskowymi unikatami w formacie full-size wnikliwe, spokojne i przemyślane zakupy przez cały rok, zamiast wdawania się w „walkę o ogień” w trakcie ledwie dwudniowej, obfitującej przecież w inne atrakcje, imprezy.

A więc, na sam koniec, zastanówmy się... „Limburg - wizyta konieczna”?

Pomimo wszystkich tych (tradycyjnych, jak już wiecie) utyskiwań, wypada na to najważniejsze pytanie odpowiedzieć twierdząco. Trzeba jednak jasno określić swoje cele i nie szukać tam tego, czego znaleźć się (dziś) po prostu nie da. Zapomnijmy o jakimkolwiek, nawet zupełnie „targowo” pojmowanym, komforcie degustacji. W przeciwieństwie do innych imprez festiwalowych kontakt z wystawcami będzie w pierwszym dniu niezwykle ograniczony – głównie za sprawą „ściany” innych klientów. Jeśli jednak dopchamy się i złapiemy kogo trzeba „za łokieć”, mamy szansę dowiedzieć się całej masy ciekawych rzeczy – często zupełnie innych, niż można wyczytać w „najpoważniejszych magazynach o whisky”... Nie kupimy za to w Limburgu butelek whisky „nigdzie indziej niedostępnych”, a już na pewno nie w okazyjnych cenach. Warto pamiętać, że wystawcy nie mają w tym najmniejszego interesu! Mają go za to w oferowaniu (z roku na rok drożej, rzecz jasna) ciekawych i rzadkich whisky na dramy. Na skorzystanie z tej opcji właśnie powinniśmy się przede wszystkim nastawić – a jeśli dodatkowo chcemy zachować możliwość spokojnej powtórki w domu, zawczasu zaopatrzyć się również w butelki samplowe (można je kupić na miejscu, ale są drogie). Nie od rzeczy też będzie dźwigać ze sobą butelkę wody.
Poza tym, zdecydowanie warto zrobić szeroki przegląd aktualnej sytuacji w nie tylko niemieckim światku bottlerskim (już po kilku godzinach obserwacji bez specjalnego trudu zauważymy i przyswoimy specyficzne prawidła rządzące tym rynkiem), oraz zapoznać się bliżej z jego rzeczywistą kondycją, testując bieżące wypusty świadomie wybranych IB – głównie tych, którzy oferują coś „ponad” swoją konkurencję.


Zapraszamy do komentowania - dzielenia się własnymi spostrzeżeniami, oraz do zadawania pytań na naszym Forum Dyskusyjnym.



[PWJ]




R E K L A M A