UWAGA! Obecna zawartość serwisu jest testowa - strona jest w trakcie tworzenia.
19.05.2026 Tuesday 10:54 
2015.08.02

Wielki test NASów (cz. 1)

Wydaje się, że jednym z najgorętszych tematów w świecie whisky w ciągu ostatnich paru lat jest coraz bardziej powszechne wprowadzanie na rynek whisky bez określonego wieku, tzw. NAS (no age statement). Ich zwolennicy – jakoś dziwnym trafem zwykle powiązani w ten czy inny sposób z branżą – twierdzą, że NASy istniały od zawsze, że właściwie to podawanie wieku whisky jest stosunkowo nową praktyką, że dobra whisky jest dobra niezależnie od wieku, że taki rozwiązanie daje producentom większą elastyczność i możliwość zaoferowania nam większej liczby wersji dobrej whisky słodowej. I cóż w tym wszystkim złego? Przeciwnicy tego zjawiska, najczęściej twardogłowe, stare zgredy, a w najlepszym wypadku co najwyżej domorośli koneserzy, upierają się, że akceptacja tak powszechnej obecności NASów to w gruncie rzeczy otwarcie puszki Pandory – otwarcie rynku dla kiepskiej jakości, niedoleżakowanej whisky, która normalnie trafiłaby do blendów, ale że zapotrzebowanie na single malts rośnie w tempie geometrycznym, lepiej i korzystniej jest sprzedać ją właśnie w tej postaci.

Żeby już dłużej nie strzępić języka po próżnicy, kilku tych starych zgredów postanowiło sprawdzić na własnych podniebieniach jak jest naprawdę. Bo przecież, koniec końców, to nasze kubki smakowe muszą się zmagać z tym, czym je polejemy. I jeśli podoba im się Aberlour a’bunadh Silver Label, to czemu miałyby się krzywić chociażby na Fettercairn Fior. Albo nawet na Auchentoshan Valinch. Czy Bunnahabhain Cruach-Mhona. Szczególnie, że ta ostatnia ekskluzywną jest, do kupienia tylko w sklepach dla poważnych podróżników, m.in. na lotniskach – byle gdzie się jej nie kupi. Tak czy inaczej, jak postanowiono, tak uczyniono. W naszych kieliszkach znalazło się osiemnaście różnych whisky NAS, dostępnych na rynku obecnie, lub w ostatnich latach.

Zastrzec tu trzeba, że degustujący – niezależnie od siebie, w różnych miejscach świata, bez większych możliwości, ani chęci porozumiewania się w trakcie tej uczty – to kolesie, którzy nie tak dawno, podczas jubileuszowego spotkania BOW w Łąkominie, prychali na Mortlach 1951, gardzili dolewką 36-letniej Glen Garioch 1967, odwracali dyskretnie wzrok gdy ktoś zbliżał się do nich z butelką Linkwood 1938. A gdyby im zaproponować kolejkę Ardbeg Supernova, to chyba pomarliby ze śmiechu. Albo do krwi zdarli sobie skórę tarzając się po podłożu dowolnym, pod ręką dostępnym. Z tego samego śmiechu. Innymi słowy, wyżeracze-ramole, blisko już wieku emerytalnego. Tacy właśnie.

W szranki stanęło – a właściwie je postawiono – 18 whisky NAS z różnych destylarni, różnych regionów, w różnym stylu. Były to (w kolejności przypadkowej):

1. Tullibardine Sovereign, 43%
2. Bowmore 100 Degrees Proof, 57.1%
3. Auchentoshan Valinch, 57.2%
4. Glen Garioch Founder’s Reserve, 48%
5. anCnoc Flaughter, 46%
6. Isle of Jura Prophecy, 46%
7. Laphroaig Triple Wood, 48%
8. Macallan Sienna, 43%
9. Hazelburn CV, 46%
10. Aberlour 2004 White Oak, 40%
11. Ardmore Traditional Cask, 46%
12. Edradour 2006 Super Tuscan, Batch 1, 46%
13. Benromach Peat Smoke, 46%
14. Isle of Jura Turas-Mara, 42%
15. Dalmore Spey Dram, 40%
16. Bunnahabhain Cruach-Mhona, 50%
17. Fettercairn Fior, 42%
18. Tomatin Cù Bòcan 46%

Już na pierwszy rzut oka da się zauważyć pewną tendencję. Oto zdecydowana większość to whisky niefiltrowane, a więc butelkowane po rozcieńczeniu do co najwyżej 46%, mocy gwarantującej brak zmętnienia whisky niefiltrowanej w temperaturze pokojowej. Pojawiło się też kilka pozycji cask-strength. Ukłon w stronę obowiązujących trendów, czy też desperacka próba zapewnienia konsumentom jakichkolwiek doznań aromatyczno-smakowych, których filtracja i dalsze rozcieńczanie mogłoby nas pozbawić? Trudno powiedzieć. Najpewniej i jedno i drugie.

Ale oj tam, oj tam. Zajrzyjmy pod korki, wsadźmy nos w kieliszki, pozwólmy naszym kubkom smakowym popławić się w NASowej rozkoszy. Oto co powiedziano o zawodniczkach, oto jak je oceniono. Naturalnie, z sensem rozmijałoby się cytowanie tutaj w pełni i dosłownie notek poczynionych przez poszczególnych testerów. Wybrałem więc opisy najczęściej pojawiające się, co ciekawsze sformułowania i spostrzeżenia. Bez cudzysłowu, ale mam nadzieję, że jasne będzie który fragment to cytat. Kolejność whisky znowu przypadkowa.


1. Tullibardine Sovereign, 43%



W aromacie wydawała się obiecująca – wywar ze słomy, ananas kandyzowany, migdały, babka pomarańczowa, jakaś duszność w tym aromacie, jeden zmasowany atak słodyczy na nozdrza. Ktoś pokusił się o dolanie kilku kropel wody, by może pomóc sobie w analizie tej duszności, tych nierozwarstwionych, ciasno upakowanych obok siebie akcentów. No i się zdziwił – wszelkie aromaty znikły, a whisky była już tylko alkoholowa z nieśmiałą nutką rozpuszczalnika.
Spróbowano jej pokosztować. Wlano do ust – o zgrozo! Korzenie, pieprz, wanilia, trochę miodu, słodycz ze sporą dawką drewna, dyskretna ziołowość, pestki jabłek, skórka pomarańczowa (gorzka)… Można by długo wymieniać nutki smakowe odnalezione w tej wersji Tullibardine. Dość powiedzieć, że mimo mnogości skojarzeń, ktoś dość trafnie powiedział o niej – młoda whisky, której udało się poleżeć, nieprzyjemnie pali podniebienie, smak nie ewoluuje, pozostawia absmak w ustach.

Oceny wahały się od 1 do 2. W skali 10-punktowej.


2. Bowmore 100 Degrees Proof, 57.1%



Tutaj było wyraźnie lepiej. W aromacie był tu wędzony twaróg, żywica sosnowa, świeży rozmaryn, orzechy włoskie, smoła, lekarstwa, parę różnych owoców, było morze, muszle, piasek – cała plaża. W smaku było głęboko, ostro, pieprznie, lasonilowo-oborniczo (lasonil to taka maść, jakby co), były kruszywa, chińskie trampki, utajniona nieco ziołowość, prażone, solone migdały – taka Islay, ale bez ostentacyjności hebrydowej. I co się okazało w sumie? Że to całkiem niezła whisky. Jak na tę półkę.

Oceny były niezwykle wysokie. Wahały się od 3 do 3,5. W tej samej, 10-punktowej skali.

I niech mnie nikt nie pyta skąd jeden z degustujących wie jak smakują chińskie trampki. Po prostu wie.


3. Auchentoshan Valinch, 57.2%



Jedyna przedstawicielka Lowlands, a na dodatek cask strength. No, to już musi smakować dobrze. W aromacie znaleziono lody owocowe, truskawki, wiśnie, brzoskwinie, ale też kawę, tiramisu, czekoladę, biszkopt nasączony sokiem z cytryny. A nawet rum, czy prędzej – czeski aromat rumowy do herbaty. Aromat naprawdę pozwala mieć nadzieję na wiele. Jak długo jednak można siedzieć i tylko wąchać whisky? Kiedyś trzeba wreszcie ten kieliszek przechylić nieco bardziej. I tu zaczyna się tragedia. Żadne tam rozczarowanie, nieprzyjemne zaskoczenie. Tragedia. Spirytus i pompatyczne dysonanse drzewne, klepkowe, ni śladu tej nęcącej owocowości z zapachu. Prostacka wanilinowa słodycz, nieokrzesany styl młodej whisky. Ktoś inny, z kolei, wykrztusił z siebie coś o jakiejś kiszeninie, czymś jakby do wody po ogórkach dolano kwasku cytrynowego. I już sam nie był pewny, czy pił whisky, czy wpadł gębą wprost do rowu po kiszonce.

W związku z tą masakrą podniebienia, oceny nie mogły być wysokie. Auchentoshan Valinch otrzymała równo po 2 punkty.

Przy okazji, „valinch” to rodzaj długiej, metalowej pipety, którą z beczki pobiera się próbki whisky.


4. Glen Garioch Founder’s Reserve, 48%



Glen Garioch zwykle raczej smakuje, nieprawdaż? Jest to jedna z tych destylarni, które dość powszechnie cieszą się dobrą renomą. Ich NAS-owa oferta powinna więc nawiązać jakiś dialog z tą renomą. Sprawdźmy więc.

W aromacie pojawił się klej ze znaczków, a nawet guma arabska, wonie kwiatowe, wrzosowe, goździki, gałka muszkatołowa, wreszcie płyn do kąpieli, mydło do rąk w płynie, kostki zapachowe do WC, a nawet tłusta wędzona ryba, niebieski ser pleśniowy. Innymi słowy, zapowiadało się nieźle. I znowu, nieuchronnie nadszedł moment doustny. No i początkowo, przez sekund kilka, można było mieć nadzieję… A potem cierpkość, jakby ssać świeżą tarninę, albo łykać młode wino. A potem gorzka czekolada, limonka, zielone jabłka, mentol, trochę waniliny, przypraw kuchennych, pestek jabłek. Wreszcie nieprzyjemny alkohol.

Po raz kolejny smak w gruz obrócił aromatyczne nadzieje. Oceniono ją na 2-3, przy czym role się odwróciły – ci, którzy wcześniej oceniali wyżej, teraz dali dwójkę.


5. anCnoc Flaughter, 46%



Jedna z tych whisky – niezależnie od regionu i destylarni – które próbują skusić konsumenta nazwą brzmiącą jak najdziwniej, najchętniej po gaelicku, a przy okazji, jak już się ten i ów wgryzie i posprawdza, nazwą związaną ściśle ze Szkocją i tradycyjnym procesem wytwarzania whisky. „Flaughter” to jeden z rodzajów szpadli wykorzystywanych podczas wydobycia torfu. I nikt już nie pyta kiedy ostatnio wydobywano torf w okolicy Knockdhu, ani kiedy ostatnio w destylarni suszono słód nad dymem torfowym. I czy chociaż zachował się budynek suszarni słodu, nawet jeśli by go przerobiono na sklepik, czy biuro menadżera.

Czepiam się. Akurat w Knockdhu zachowała się zwieńczona pagodą suszarnia, choć najstarsi górale – nawet szkoccy – nie pamiętają kiedy tam ostatnio słodowano i suszono jęczmień.

W kieliszku jednak… Aromat oferuje strasznie agresywny torf, zdaniem jednych, a zdaniem innych, przyjemną, subtelną torfowość. Płonące jesienne ogniska, dymy znad wypalanych pól, drożdżowe ciasta, wędzone gruszki, stare kompoty z jabłek i renklod (przejrzałą, nieco podgniłą brzoskwinię – zdaniem innych). Są tacy, którym ta kompozycja aromatyczna się podoba. Inni są bardziej sceptyczni.

Na podniebieniu – tu się wszystko rozstrzygnie – jest agresywnie, młodo, alkoholowo, a bezlitosny atak chamskiego torfu skręca gębę. Jakieś kwasy – świeże migdały, pestki jabłek, trochę owocowej słodyczy, nieco woskowości. A wszystko to pakuje się na kubki smakowe i przepycha łokciami, by być tam przed innymi. Na koniec, finisz przypomina uczucie jak po rozgryzieniu witaminy C. Ktoś inny odczuwa rozwodnienie, opisuje smak jako ostry , profil jako typowo nowoczesny (hmm, czy to miał być komplement?), początkowo dziarski, niemniej krótkotrwały… i coraz bardziej bojaźliwy, raptowny odwrót z silnie ufortyfikowanych pozycji prosto pod ogień nieprzyjaciela.

W ocenach rozbiegliśmy się tu od 1,5 do 3 – a biorąc pod uwagę fakt, że w przypadku NASów (teraz wiemy to już na pewno) operujemy na niezwykle krótkiej części skali, jest to rozbieżność spora.


6. Isle of Jura Prophecy, 46%



Nazwa whisky nawiązuje do obowiązującego już od dawna w destylarni trendu, który dałoby się streścić krótkim „będę tajemniczy, niech sobie dopisują historię” (Origin, Superstition, Diurach’s Own).

Tutaj w aromacie płasko, chaotycznie, huzia na juzia – guma arabska, toffi, suszone gruszki, wędzony, oscypek. Ale to tylko na początku. Tej whisky trzeba dać odpocząć chwilę. A po tej chwili… nieliczne wyraziste notki wietrzeją, pojawia się karton, kurz, nuda. I alkohol. Są jednak tacy, którzy twierdzą, że mimo iż bez głównego tematu, bez pomysłu i polotu, ale jest to poprawnie skomponowana „muzyka tła”. Niech im będzie, ostatecznie to oni czasem muzykują. Ja co najwyżej słucham.

W smaku Prophecy znowu zapowiada się ciekawie – krągło, karmelowo, łagodnie, z lekką dymnością. Ale już po chwili (ha! a może Jurę trzeba pić szybko?!) pojawiają się zleżałe owoce w zatęchłej piwnicy, gorycz. Inni mówią o makulaturze i sztucznej słodyczy, najtańszej oliwie, podsuszonych jesiennych jabłkach. Głównie jednak o tekturze. Nieprzyjemnej tekturze. No, ja myślę. Tektura nigdy mi nie smakowała.

Co do ocen, to nie ma tu zbytnich rozbieżności. Jedni dali 2,5 pkt., inni te pół punktu odcięli.


7. Laphroaig Triple Wood, 48%



Jedna z tych whisky, których nazwa krzyczy – patrzcie jak o was dbamy, aż trzy beczki poświęciliśmy, by dać wam jak najlepszą whisky!

Aromat tej Laphroaig u jednych wywołał skojarzenia ze sklepu papierniczego, a właściwie współczesnej poczty – klej do znaczków, świeża farba drukarska z zalegających tam „Dni na żywo”, czy innych „Twoich weekendów”. Rozpuszczalnik i jakaś nieprzyjemna, farmaceutyczna gorycz. Są tam też akcenty owocowe (suszone gruszki), suszone owoce, rodzynki. I stare, zmęczone drewno. U innych – profil ukazał się jako ceglasto-lasonilowy, uzwojenie, sery owcze, wełna, ciosane bale, whisky góralska, akcenty miętowe, wyczuwalny słodki wpływ beczek po sherry, piłki lekarskie – dziwactwo w typie ballechinowym, do czego to doszło… Twierdzą oni jednako, że tragedii nie ma.

Na podniebieniu grzeczna słodycz maślano-tofiowo-bakaliowa. Blada słodycz. Śliwki, suszone śliwki, śliwki w czekoladzie. Gorzka czekolada. Prażone orzeszki arachidowe. No i torf, naturalnie, wszak to młoda Laphroaig. Są jednak tacy, którzy wyczuli tu zmurszałe cegły, kalarepę z cukrem, sztuczne mdłe słodziki i pastewne warzywa, worki po cukrze, obrzydliwą melasę, buraczane wysłodki, najgorsze akcenty mdłego toffi. I krzyczą, że klęska.

Ocena tej whisky wahała się między 1 a 2. W skali 10-punktowej, przypomnę. Ktoś powiedział: „Whisky, która odstręcza po pierwszym łyku.”


8. Macallan Sienna, 43%



Marketingowcy Macallan, od kiedy naprawdę uwierzyli, że sprzedawany przez nich trunek to Rolls Royce wśród whisky, postanowili pójść za ciosem i nadawać poszczególnym edycjom nazwy, które od pierwszego spojrzenia kojarzyć się będą z luksusem i wytwornością. Szczególnie w przypadku serii 1824. Well, if you're going to talk the talk, you've got to walk the walk.

Aromat przynosi sok jabłkowy, skórkę pomarańczy, wanilię, rodzynki, suszone owoce, akcenty korzenne, wiśnie w likierze – które to jednak po paru chwilach ulatniają się, by pozostawić jedynie karton, na który ktoś rozlał likier wiśniowy. Zdaniem innych, aromat jest dość czysty, klarowny aromat sherry, słodkawy, suszona skórka pomarańczowa, rodzynki, wata cukrowa, elementy sernikowe, ciastowe (babka piaskowa, keks), mleczna czekolada, polewy na lodach, słodka śmietana.

No dobra, nie czas na spory, trzeba pić. Tutaj pojawia się sherry z toffi i tytoniem, jest deserowo, oleiście, korzennie. A także – niezależnie od powyższego – słodycz syropowo-owocowa (czarne porzeczki), być może trochę moreli, wiśnie w likierze, ciemna czekolada. Echo dymu. Po pewnym czasie pojawiają się akcenty gorzkie – migdałowe, oraz korzenne – cynamon, goździki.

Spotkałem się gdzieś z opinią, że Sienna to najlepsza wersja Macallan NAS. Znaczy, że może być gorzej. Pewno, że może, ale żeby pod tą marką? Oceny 2,5-3 pkt., czyli jak na NASowe warunki, całkiem nieźle.


9. Hazelburn CV, 46%



Pamiętam niegdysiejszą wersję Springbank CV, która była – o ile mnie pamięć nie myli – naprawdę zacną whisky. Z tej samej wszak destylarni. W przypadku Hazelburn CV okazało się, że ta whisky okazała się najbardziej kontrowersyjna wśród degustujących serię NASów.

Oto z jednej strony mowa jest o aromacie lekkim, kamforowym, słomie, upalnym, letnim dniu na wsi – rozgrzane deski, rumianek, polne kwiaty, po chwili zmienia się pora roku i spacerujemy przez liściasty las w słoneczny, jesienny dzień – wokół zeschnięte liście, ale jeszcze nie ma późnolistopadowej stęchlizny. Trochę wanilii, ciepłych owoców – pigwa? Generalnie, bardzo przyjemny, lekki aromat. Z drugiej strony, ktoś mówi, że jełcz i przypalony garnek, węgiel i rdza, stare żeliwo, akcenty słodowe, kwaśne jabłka (niedojrzała papierówka?), emalia, farba emulsyjna, kwas cytrynowy, mięta, pomarańczowe zaprawy do ciast i sztuczne, zwietrzałe słodziki, ozon. Aż chce się zapytać czy tę samą whisky wąchali.

Opisy smaku też różnią się diametralnie. Oto jedni mówią, że smak jest lekki, orzechowy (orzechy włoskie), prażone migdały, wanilia, dojrzałe brzoskwinie, nieco cytrusów (limonka), lekko balsamiczny, nieco morskiej słoności, akcenty sosnowe, pewna oleistość. Bardzo przyjemna, wyważona whisky. Finisz robi się mało przyjemnie gorzki, co nieco psuje ogólne wrażenie. Drudzy natomiast, że dość mocno torfowa, słodowa, makulatura konsumowana z proszkiem do pieczenia, klimaty glukozowe, smak prostacki - po chwili niemalże odrzucający, na tyle języka posmaki anyżowe i karmelowe... dobrze, że finisz jest krótki.

Ci pierwsi ocenili Hazelburn CV najwyżej spośród wszystkich NASów – dali jej 4 punkty. Ci drudzy stwierdzili: najgorsze elementy z Kilkerrana z beczek po bourbonie w wersji "hard", pseudo styl - zawartość kieliszka ląduje w zlewie, no po prostu: nie da się! I dali 1 punkt.

(cdn.)

[R.M.]

R E K L A M A