2016.04.21

Operacja LoneWolf
Wśród wielu – niektórzy twierdzą, że zbyt wielu, naliczywszy około czterdziestu – inicjatyw mających na celu ustanowienie nowych destylarni whisky w Szkocji, w ubiegłym roku pojawiła się jedna być może szczególnie warta uwagi. A to ze względu na jej formę, jak i dotychczasową działalność firmy, która za destylację whisky zamierza się zabrać. Mowa o nowej inicjatywie bodaj najważniejszego, najbardziej znanego niezależnego browaru rzemieślniczego, BrewDog z siedzibą w Ellon w Szkocji, znanego z bezkompromisowego, czasem kontrowersyjnego podejścia zarówno do metod produkcji, jak i marketingu swoich produktów.

Browar BrewDog założony został w kwietniu 2007 z inicjatywy Jamesa Watta i Martina Dickie, dwóch młodych Szkotów, którym znudziło się dostępne powszechnie komercyjne piwo i postanowili pokazać światu jak piwo powinno smakować. Z małego, dwuosobowego przedsięwzięcia ich firma w ciągu kilku lat rozrosła się do niewiarygodnych rozmiarów, produkując ponad 130 tysięcy hektolitrów piwa, zatrudniając ponad 500 osób, obracając milionami funtów zebranych ze sprzedaży akcji w formie internetowego crowdfundingu, posiadając ponad 32 tysiące udziałowców, wytwarzając 65 różnych rodzajów piwa sprzedawanego w 55 krajach świata, prowadząc ponad 40 barów rozsianych po całej Europie (lada dzień otwarcie pierwszego polskiego baru BrewDog w Warszawie), bijąc po drodze szereg rekordów – najmocniejsze piwo świata (Sink the Bismarck! 41% vol.) w 2010, najszybciej rozwijająca się firma w Szkocji w 2012, najwyższa wartość akcji sprzedanych w ramach crowdfundingu, i tak dalej. Jeśli wspomnieć jeszcze o piwie opakowanym w wypreparowane skóry zwierząt zabitych na drogach (tzw. roadkill), czy kranie z piwem ukrytym w wyprawionej głowie jelenia, z którego leje się piwo o mocy 28% - wiadomo, że mamy do czynienia ze zjawiskiem nietuzinkowym. Nawet jeśli, podobnie jak autor tych słów, mamy do zjawiska piwowarstwa rzemieślniczego stosunek co najmniej ambiwalentny.

Oto w czerwcu ubiegłego roku BrewDog zapowiada – w typowy dla siebie, buńczuczny sposób – wejście o stopień wyżej w produkcji napojów alkoholowych, do świata alembików i kolumn rektyfikacyjnych, dębowych beczek i magazynów. Krótko mówiąc – do świata alkoholi destylowanych. Jak na Szkotów przystało, na początek zapowiadają produkcję whisky, ale odgrażają się, że teraz pokażą światu jak powinna smakować wódka i gin, a nawet tequila.

Jak dotąd, wiadomo że zamówiono już dwa miedziane alembiki o pojemności 3 tys. litrów każdy, jeden 600-litrowy alembik do ginu i kolumnę rektyfikacyjną do produkcji wódki. Zleceniobiorcą jest niemiecka firma Arnold Holstein GmbH, co może oznaczać, że albo BrewDog chce być bardzo oryginalny i rezygnuje z usług rodzimych kotlarzy, np. tych z Rothes czy Dufftown, albo ci miejscowi są tak zajęci kleceniem alembików dla wszystkich nowopowstających gorzelni w Szkocji, że najbliższe wolne terminy mają dopiero za kilka lat. Całość instalacji ma się ostatecznie znaleźć i rozpocząć funkcjonowanie w dotychczasowym zakładzie BrewDog w Ellon, niedaleko Aberdeen. Piwni rewolucjoniści z BrewDog zapowiadają – jak na rewolucjonistów przystało – łamanie konwencji, przesuwanie granic, totalny przewrót destylacyjny. Będą eksperymentować z surowcami, wersjami trunków i z beczkami. Ciekawe jak te zapowiedzi przełożą się na codzienną praktykę, szczególnie w dość sztywnej i precyzyjnie określonej przepisami prawa dziedzinie destylacji whisky. Czy uda się im zmienić oblicze przemysłu gorzelniczego w Szkocji, jak czupurnie zapowiadają? Czas pokaże. Tymczasem czekamy na jakieś bardziej precyzyjne wieści z owładniętego rewolucją Ellon.
[R.M.]
Zdjęcia i grafika: BrewDog

Operacja LoneWolf
Wśród wielu – niektórzy twierdzą, że zbyt wielu, naliczywszy około czterdziestu – inicjatyw mających na celu ustanowienie nowych destylarni whisky w Szkocji, w ubiegłym roku pojawiła się jedna być może szczególnie warta uwagi. A to ze względu na jej formę, jak i dotychczasową działalność firmy, która za destylację whisky zamierza się zabrać. Mowa o nowej inicjatywie bodaj najważniejszego, najbardziej znanego niezależnego browaru rzemieślniczego, BrewDog z siedzibą w Ellon w Szkocji, znanego z bezkompromisowego, czasem kontrowersyjnego podejścia zarówno do metod produkcji, jak i marketingu swoich produktów.

Browar BrewDog założony został w kwietniu 2007 z inicjatywy Jamesa Watta i Martina Dickie, dwóch młodych Szkotów, którym znudziło się dostępne powszechnie komercyjne piwo i postanowili pokazać światu jak piwo powinno smakować. Z małego, dwuosobowego przedsięwzięcia ich firma w ciągu kilku lat rozrosła się do niewiarygodnych rozmiarów, produkując ponad 130 tysięcy hektolitrów piwa, zatrudniając ponad 500 osób, obracając milionami funtów zebranych ze sprzedaży akcji w formie internetowego crowdfundingu, posiadając ponad 32 tysiące udziałowców, wytwarzając 65 różnych rodzajów piwa sprzedawanego w 55 krajach świata, prowadząc ponad 40 barów rozsianych po całej Europie (lada dzień otwarcie pierwszego polskiego baru BrewDog w Warszawie), bijąc po drodze szereg rekordów – najmocniejsze piwo świata (Sink the Bismarck! 41% vol.) w 2010, najszybciej rozwijająca się firma w Szkocji w 2012, najwyższa wartość akcji sprzedanych w ramach crowdfundingu, i tak dalej. Jeśli wspomnieć jeszcze o piwie opakowanym w wypreparowane skóry zwierząt zabitych na drogach (tzw. roadkill), czy kranie z piwem ukrytym w wyprawionej głowie jelenia, z którego leje się piwo o mocy 28% - wiadomo, że mamy do czynienia ze zjawiskiem nietuzinkowym. Nawet jeśli, podobnie jak autor tych słów, mamy do zjawiska piwowarstwa rzemieślniczego stosunek co najmniej ambiwalentny.

Oto w czerwcu ubiegłego roku BrewDog zapowiada – w typowy dla siebie, buńczuczny sposób – wejście o stopień wyżej w produkcji napojów alkoholowych, do świata alembików i kolumn rektyfikacyjnych, dębowych beczek i magazynów. Krótko mówiąc – do świata alkoholi destylowanych. Jak na Szkotów przystało, na początek zapowiadają produkcję whisky, ale odgrażają się, że teraz pokażą światu jak powinna smakować wódka i gin, a nawet tequila.

Jak dotąd, wiadomo że zamówiono już dwa miedziane alembiki o pojemności 3 tys. litrów każdy, jeden 600-litrowy alembik do ginu i kolumnę rektyfikacyjną do produkcji wódki. Zleceniobiorcą jest niemiecka firma Arnold Holstein GmbH, co może oznaczać, że albo BrewDog chce być bardzo oryginalny i rezygnuje z usług rodzimych kotlarzy, np. tych z Rothes czy Dufftown, albo ci miejscowi są tak zajęci kleceniem alembików dla wszystkich nowopowstających gorzelni w Szkocji, że najbliższe wolne terminy mają dopiero za kilka lat. Całość instalacji ma się ostatecznie znaleźć i rozpocząć funkcjonowanie w dotychczasowym zakładzie BrewDog w Ellon, niedaleko Aberdeen. Piwni rewolucjoniści z BrewDog zapowiadają – jak na rewolucjonistów przystało – łamanie konwencji, przesuwanie granic, totalny przewrót destylacyjny. Będą eksperymentować z surowcami, wersjami trunków i z beczkami. Ciekawe jak te zapowiedzi przełożą się na codzienną praktykę, szczególnie w dość sztywnej i precyzyjnie określonej przepisami prawa dziedzinie destylacji whisky. Czy uda się im zmienić oblicze przemysłu gorzelniczego w Szkocji, jak czupurnie zapowiadają? Czas pokaże. Tymczasem czekamy na jakieś bardziej precyzyjne wieści z owładniętego rewolucją Ellon.
[R.M.]
Zdjęcia i grafika: BrewDog
R E K L A M A


