UWAGA! Obecna zawartość serwisu jest testowa - strona jest w trakcie tworzenia.
02.05.2026 Saturday 09:53 
2014.10.31

Warsaw Whisky Fest 2014 - edycja pierwsza. Wrażenia redakcji portalu BOW.pl (cz. 1)


W dniach 25-26 października 2014 r. w Warszawie, pod auspicjami firmy Tudor House oraz Sklepów "Ballantines", miała miejsce pierwsza edycja Warsaw Whisky Fest. O swoich wrażeniach z tej imprezy rozmawiają Wiktor i Rosomak z redakcji portalu Bestofwhisky.pl.

PWJ: Tak więc szczęśliwie wróciliśmy z premierowych polskich "targów whisky" w Warszawie. Impreza dwudniowa, organizowana w stolicy bezprecedensowo, z której zdecydowaliśmy się wybrać na nasze odwiedziny sobotę - a zatem jej pierwszy dzień, z reguły na takich imprezach ważniejszy... i jednocześnie bardziej obiecujący ;-) Przyznam, że mam pewien problem z podsumowaniem tego, co zobaczyliśmy - i w czym wzięliśmy udział. Po pierwsze: czy powinniśmy zastosować taryfę ulgową dla nadal przecież przecierających dość trudny szlak organizatorów, czy podejść do kwestii oceny w sposób możliwie obiektywny - a zatem i w pełni surowy, porónując WWF z festiwalami choćby niemieckimi? Zapowiedzi prasowe były przecież dość szumne, a wystawcy w znacznej części dysponujący międzynarodowym, targowym doświadczeniem. No i druga sprawa - czy oceniać z punktu widzenia bardziej wymagającego miłośnika whisky, zarazem ogarniającego dobrze specyfikę produktu oraz samej branży, posiadającego tu i ówdzie tzw. "znajomości", czy jednak postarać się spojrzeć na przygotowane atrakcje oczami osoby mocno początkującej w świecie single-malt. Osoby, jakich procentowo na tych targach była przecież zdecydowana większość...

R: Mysle, ze postapilibysmy niegrzecznie wobec organizatorow targow, gdybysmy chcieli wydzielac ich impreze do oddzielnej, w domysle - latwiejszej (jesli nie gorszej) kategorii, niczym jakas paraolimpiade…. Ocenmy na podstawie tych targow, ktore znamy, a jesli komus zalezy zeby podkreslic, ze byl to pierwszy festiwal whisky w Warszawie i dopiero drugi w Polsce to prosze bardzo – niniejszym podkreslam ;-) Nie widze tez przeszkod, zeby sprobowac spojrzec na ow festiwal z obu perspektyw – i bardziej i mniej doswiadczonego whiskopija. Mysle, ze jakos uda nam sie wczuc rowniez w te druga role ;-) W sensie kontaktow z wystawcami ja zreszta akurat nikomu nie mowilem, czy reprezentuje jakis portal o whisky, ani czy cokolwiek z tej whisky juz pilem etc. Mam wiec pelne prawo przypuszczac, ze bylem traktowany tak, jak kazdy inny przecietny uczestnik.

PWJ: Ale chyba nie masz na myśli tego drobnego incydentu przy wejściu, kiedy chciano nas pozbawić zestawu reporterskiego pod pozorem zakazu wnoszenia plecaka na teren imprezy?

R: Faktycznie kazano nam sie rozplaszczyc, co zrozumiale, ale czemu chciano nas rowniez rozplecakowic?... Krecia robota! Niemniej przeciez naparlismy i przeszlismy – mnie sil i otuchy dodal widniejacy za plecami strazniczki stol, pelen buteleczek z darmowa woda (i to nie byle jaka)! Czy myslisz, ze ktos czytal nasze niedawne uwagi o festiwalach w Niemczech?...

PWJ: Naiwna byłby taka wiara, ale faktycznie – wody było w bród, nie tylko u festiwalowych „zaopatrzeniowców”, ale i na samych stoiskach. Tych stoisk było zresztą zaskakująco wiele – to chyba jednak wszystko, co można o nich dobrego powiedzieć. Na stosunkowo niewielkiej (zbyt małej, jak się szybko okazało) przestrzeni, upchnięto kilkadziesiąt raczej mikroskopijnych boksów. Choć zarazem takie dogęszczenie spowodowało paradoksalnie, że mniej przeszkadzał klimat samego miejsca – targi ulokowano w hallu nowoczesnego biurowca. O ile pamiętam, jedynie rodzima firma Stilnovisti przygotowała swój stand bardziej okazale (miało to już coś wspólnego z imprezami targowymi innych branży handlowych), rezygnując z wszechobecnej na WWF płyty paździerzowej. Domyślam się, że organizatorom podoba się taki pseudo-rustykalny styl, ale mi przywodził on na myśl raczej promocję w Castoramie. Przydałyby się choć białe, jednorazowe obrusy...

R: Rzeczywiscie w sobote w godzinach popoludniowych zrobil sie prawdziwy tlok i poruszac sie bylo zwyczajnie niewygodnie. Ta akurat okolicznosc mozna usprawiedliwic faktem, ze impreza odbywala sie po raz pierwszy i organizatorzy mogli nie przewidywac takiej ilosci odwiedzajacych. Przewidziec mozna bylo natomiast straszliwy halas, a nawet jazgot, jaki wytworzyl sie w tego rodzaju pomieszczeniu (wspomagany na dobitke jakas ambientowa muzyka). Dodajmy do tego wielka, owalna recepcje (?) posrodku glownego ciagu komunikacyjnego, wszystkim przeszkadzajaca i chyba do niczego nie sluzaca... Domyslam sie, ze nie bardzo bylo mozna jej zdemontowac na czas targow, ale wszystko to razem sprawia, ze przy sporym jak widac zainteresowaniu, swiadczacym przeciez o swego rodzaju sukcesie, miejsce to na przyszlosc nie powinno byc terenem takiego spotkania.
Jednak moze zgodnie z zasadami politycznej poprawnosci politycznej powinnismy sie najpierw skupic na pozytywach. Ze wszystko bylo super to juz od niektorych wiemy, zatem moze mini konkurs na najlepsze i najgorsze stoisko?

PWJ: Bardzo proszę! Pozytywów nie było wcale tak mało. Najlepsze stoisko... Z punktu widzenia uczestnika bardziej przypadkowego, albo początkującego – każde, na którym w cenie biletu serwowano jakąś whisky ;-) Zgodnie z zapowiedziami, podczas imprezy można było udać się w dramową (niestety, nie darmową) podróż „dookoła świata”, choć niekoniecznie w towarzystwie tych najbardziej reprezentatywnych, bądź najciekawszych edycji. "Świeżakowie" mieli z pewnością używanie: a to jakiś szkocki podstawowy highlander, a to Japonia w obniżonej mocy, a to jakiś rum z Karaibów... Mi z kolei brakowało tego, po co przyjechałem – wartościowych edycji whisky, po prostu jakiejkolwiek selekcji tejże. Nad brakiem tzw. „rarities” nie będę się rozpisywał. To, co było oferowane, okazywało się albo mocno przypadkowe, albo wręcz pretekstowe w kontekście targów. Niewielu wystawców postarało się o zaprezentowanie „najlepszego, co posiadają w ofercie” – co przecież powinno być mottem takiej imprezy. Na tym tle najlepiej prezentowało się stoisko sklepu spod Piły. Nie można oczywiście nazwać ich oferty niezależnych bottlerów przekrojowym pokazem Blackaddera, Silver Seal czy Cadenhead’s (których m.in. dystrybuują), ale przynajmniej postarali się w możliwie pełny – i dość udany – sposób pokazać to, czym jako sprzedawca dysponują na ten moment.
O ile jednak zastosujemy kryterium trochę mniejszych wymagań, samą różnorodność oferty zaliczyłbym mimo wszystko na plus – czego, jak powtarzam, nie da się powiedzieć o selekcji.
W zasadzie podobały mi się również ceny whisky – a przynajmniej większości z nich. Kilka nonsensownych bottlingów, wciśniętych na siłę, prawdopodobnie wskutek nieudolnych starań o podniesienie rangi festiwalu (m.in. bieżący wypust Port Ellen od D. Lainga w kompletnie absurdalnej cenie) pominę milczeniem. Za to wszystko, na co się zdecydowałem, miało cenę skalkulowaną racjonalnie, od 10 do max. kilkudziesięciu PLN za drama. Płaciło się oczywiście „bonami” (obawiam się, że w Polsce powinniśmy raczej do takiego właśnie systemu przywyknąć), kupowanymi u organizatora targów.
Rozpisałem się o tych plusach – już więc na sam koniec, najbardziej zaskakująca pochwała! Sam gospodarz WWF, czyli pan Jarosław Buss, osobiście dbał, aby nie zabrakło wiaderek do wylewania whisky. Przyznam też, że obsługa generalnie robiła co w jej mocy, aby ogarniać rozentuzjazmowane (niekiedy ponad miarę) towarzystwo... A więc serwis, generalnie, na tak.

R: Aye! Sprzedawcy uprzejmi (choc w niektorych wypadkach patrzacy uparcie w inna strone dopoki sie do nich nie zagadalo pierwszym). Raczej tez dosc wycofani, wiekszosc z nich unikala glebszej dyskusji o swojej ofercie - jak i ogolnie o maltach, troche powierzchownych informacji i frazesow, i tyle. Na szczescie, nie wszyscy.
Co do bonow, ktorymi „placilo” sie za whisky to, choc rozumiem powody ich wprowadzenia, niemal nie wyprowadzily mnie na poczatku z rownowagi. Trzech gosci z (chyba?) Czech zablokowalo mianowicie stoisko wymiany pieniedzy na owe bony dopytajac o rozmaite rzeczy i calkowicie, na blisko 10 minut, zajmujac tym samym uwage obu pan, ktore moglyby mi pomoc w uzyskaniu papierowych przepustek do wnetrz butelek. Byc moze mialem pecha...
Domyslac sie nalezy, ze wiele osob stycznosc z maltami mialo po raz pierwszy, wzglednie pilo jeszcze niewiele, wiec dostepnosc jakichkolwiek whisky (i nie tylko) w gratisie, nawet jesli czesto polewanych z aptekarska ostroznoscia, nalezy zaliczyc zdecydowanie na plus. Natomiast jesli ktos chcial sie napic czegos platnego - lecz ciekawego - z single malt, a nie chcial lub nie mogl uczestniczyc w masterclassie, klientem zas byl bardziej wymagajacym, to zostawalo mu stosiko zalogi z Debrzna , Duncana Taylora, no i ewentualnie jakis wynalazek od Samaroli czy pojedyncza butelka u Douglasa Lainga. A prawda – jeszcze Stilnovisti, ale o nich moze dalej przy dokladniejszym opisie stoisk.
W kazdym razie wybor nawet platnych, a ciekawych rzeczy byl wielce ograniczony. Rozczarowalo mnie w tym kontekscie stoisko La Maison du Whisky. Calkiem uznanej przeciez marki – kiedy sie tam zjawilem, mlody francuski osobnik nie posiadal zadnej whisky! Rum (czy cos w tym stylu) prosze bardzo, ale nie single-malty… Ponoc znajomym i spod stolu podawal wlasciwe frykasy, ale bedac uboga i nieznana sierotka nie zalapalem sie na nic... Moze trafilem na zly moment.
To oczywiscie z perspektywy osoby, ktora przyszla sie na festiwal whisky napic, whisky, a nie jesc czekolade. Z punktu widzenia osoby poczatkujacej formula jaka obrano, nie musiala byc wcale minusem – kto chcial ten sie napil, co tam pod reke wpadlo. Bylo wesolo i w ogole kumbaya.

PWJ: La Maison du Whisky w istocie nie przypominało samego siebie – kto bywał w ich salonach w Paryżu, ten wie o czym mówię. Francuz nadrabiał przynajmniej elokwencją. Niestety, nie ze wszystkimi dało się w miarę merytorycznie porozmawiać – z bardzo zróżnicowanych powodów. Kavalan przywiózł ze sobą trzy skośnookie panny w charakterze hostess (ach, te ciemne oczy...), które o whisky pojęcia bladego nie miały. Signore z Samaroli ledwo trzymał pion i zachwalał literalnie wszystko. A spora część, tak jak mówisz, nie przejawiała dyskutanckiego zacięcia. Poziom merytoryczny przedstawicieli określiłbym po prostu na dość słaby – w porównaniu do targowych imprez zagranicznych. Wiele marek, anonsowanych w zapowiedziach, było „obecnych” jedynie poprzez swoje butelki. W szalenie wąskim wyborze, dodajmy. Nie było Jacka Wiebersa, nie pojawił się Thomas Ewers z MOS, nie widziałem nikogo z rodziny Laingów... Wpadł na mnie za to Colin Hampden-White, postać skądinąd znana czytelnikom BOW.pl ;-)

R: Wlasnie. Hampden-White – kon pociagowy magazynu „Whisky”… Przypomnialo mi to, ze powinienem przeprosic panie ze Stilnovisti za podanie nieprawdziwej informacji, jakoby nie dotarl do mnie trzeci numer wspomnianego magazynu. Ale to niewinne przeoczenie pozwoli mi za to pochwalic ich na innym polu: poinformowana o moim problemie z otrzymaniem zaprenumerowanego odcinka hostessa (bardzo ladna zreszta) szczerze sie moim losem przejela i nie zostawila sprawy samej sobie, kierujac mnie do pani dyrektor marketingu i reklamy tegoz periodyka. Pani dyrektor zachowala sie w pelni profesjonalnie, wskazujac konkretne srodki pomocne przy jak najszybszym rozwiazaniu tego problemu.
Takze Rajmundzie – trzymaj sie! – przed swietami kolejne dwa numery do recenzji zamiast rozgi od Mikolaja...
Pozniej podeszlismy do baru, jaki firma zamontowala na swoim stoisku i bez zbednych ceregieli zostalismy poczestowani (w cenie wstepu) Clynelishem 1997, przez calkiem rozmownego pana. Pozniej zas - Ledaigiem 2005. Byly to bottlingi dla Stilnovisti - co jest zupelnym novum, ale podczas rozmowy wielokrotnie podkreslano, ze nie wiadomo, czy trafia do sprzedazy, ze to proba, ze to tak niemal hobbystycznie, zeby zobaczyc jak wyjdzie etc, etc. Coz… Prawdopodobna cena Clynelisha mialaby wynosic bodajze okolo 95 funtow, co jest rzecza powiedzmy do przelkniecia (choc nie okazal sie wybitnym trunkiem), ale Ledaiga juz jakies 200 funtow… Jesli tak, to moze lepiej, zeby jednak do sprzedazy nie trafil? Przy czym rozmawiajacy z nami, skadinad sympatyczny czlowiek, na moja uwage, ze w przypadku tak „podeszlego” wieku i destylarni o tak „olbrzymiej” renomie w pelni i natychmiast sie ze mna zgodzil, ze jest to cena nierynkowa… Stilnovisti, quo vadis? Byc moze inwestycje w stare, luksusowe samochody sa tam lepiej przemyslane? Moze nawet niektore inwestycje w beczki? Ale to… Oslabilo mnie.
No, ale ja tu zanudzam czytelnikow jakimis szczegolami prywaty, a tymczasem czekaja prawdziwe tematy...

c.d.n.


Link do części drugiej relacji



R E K L A M A